Zanim zaczniesz czytać

...lub już jesteś czytelnikiem, ale z jakichś powodów mogły Ci umknąć dość istotne fakty na temat bloga, którego odwiedzasz, proszę, zapoznaj się z tą zakładką, pełniącą rolę, hm..., swego rodzaju uzupełnienia. O, to dobre słowo. Liczę, że pomoże Ci spojrzeć na Inną Wersję z nowej perspektywy.


Otóż, parę dni temu, jak nigdy do tej pory, olśniła mnie przykra myśl, iż dla wielu Inna Wersja propaguje treści szkodliwe. I nie chodzi mi tu bynajmniej o momenty +18, bo choć są ważne dla fabuły, nie na nich, broń Boże, powinna skupiać się Twoja koncentracja. Mam na myśli związek głównych bohaterów: kobiety i mężczyzny w korelacji niewolnica – pan. Wyobrażam sobie, jak w tym momencie sporej części czytelników kreśli się w imaginacji okładka książki albo plakat filmu na jej podstawie stworzonemu: „50 twarzy Greya”, gdzie ukazano formę relacji międzyludzkich w klimatach BDSM. Żeby była jasność, nie zetknęłam się bezpośrednio z żadnym z tych... dzieł, a na temat tego, co się tam wyprawiało, wiem pobieżnie z relacji znajomych, trochę mediów, bo było o Greyu swego czasu głośno.
Nieważne. Pozwolę sobie teraz zejść nieco z tematu.
Piszę fika na podstawie kreskówki. Nie anime, nie filmu, nie lektury szkolnej. Kreskówki. Oczekiwałbyś pewnie lekkostrawnej, głupiutkiej historyjki, a tymczasem dostajesz... no właśnie. Co? Opko, gdzie autor hołduje paringowi, w którym jest zajarany od ponad pięciu lat. Tyle że sposób parowania owych bohaterów na pierwszy rzut oka wydaje się co najmniej nieprzyzwoity, wszak odstaje mocno od utartej w blogosferze normy łączenia postaci mniej bądź bardziej znanych serii, prawda? Bohaterka zostaje niewolnicą swego wroga, a co za tym idzie, podlega jego woli. W tym momencie winien się nasunąć wniosek: coś się nie zgadza, coś jest nie tak. W sumie słusznie. Czytelniku, jak zapewne wiesz już od szkoły podstawowej, niewolnictwo było problemem obecnym od starożytności, zaś na przestrzeni wieków różnie się nasilał. W samej kreskówce ten temat został na tyle wyraźnie ujęty, że aż się prosiło, aby go rozszerzyć. Nie ma możliwości, by stanowił dla Ciebie coś nowego; złego  tak, nowego – nie. Dalej, prześladują mnie obawy, iż nie potrafiłam zła wynikającego z takiego związku odpowiednio mocno wyeksponować, ale równocześnie wydaje mi się, że wielokrotnie oraz na tyle mocno w narracji zaznaczałam, żeby nikim nie targały wątpliwości, iż bohaterka cierpi. Nawet, jeżeli jakaś czynność jej się podoba, to tylko przez chwilę. Ona nie jest szczęśliwa. Ona siebie samą nienawidzi. Zachowuje się wbrew naturze wojowniczki obozu reprezentującego dobro. Przez to krzywdzi się, ma depresję, choruje – nazywaj to, jak chcesz.
Tutaj można postawić mi pytanie, co zatem chciałam osiągnąć? Otóż, przez wzgląd na to, kim jest Chase, a kim Kimiko teoretycznie nie istnieją przeszkody, by rzucić ich w wir każdego, nawet najbardziej kontrowersyjnego tudzież popapranego scenariusza, gdzie da się ukazać prawie wszytko, nad czym ludzkość od wieków dumała. Żadna inna para, przynajmniej według mnie, nie posiada tak szerokiego pola do popisu jak właśnie ta. Żadna. Dlatego(och, wyobrażam sobie, jak tym obwieszczeniem wprowadzam niejednego czytelnika w zdumienie), gdy opracowywałam fabułę IW, zależało mi nie tyle na pokazaniu Chamiko, co pewnej myśli teologicznej. Jakkolwiek to brzmi, koncept miałam jasno wytyczony: pierwsze skrzypce grać tu ma następstwo poddania się złu zewsząd otaczającego człowieka, kiedy zatraca on samego siebie na rzecz pozornie łatwiejszego(a w tym wypadku pełnego przyjemności seksualnych) życia; gdy przestaje walczyć o to, w co wierzy, bo tak prościej. Czyż nie z takimi konsekwencjami zmaga się bohaterka? Nie mam zamiaru spojlerować nowym czytelnikom, a tylko chcę zaznaczyć, że ów brak wyższych wartości, pod którymi skrzydłami można się skryć, boleśnie dotknął Kimiko, otworzył furtkę na kolejne, przykre doświadczenia, jakim nie potrafiła się oprzeć, a przecież mogła. Komentujący niejednokrotnie podkreślali, czemu ona jest taka słaba, podatna i gdzie się podziała jej siła? Zewnętrznie Kimiko do pewnej chwili była silna, lecz jak się okazało, tylko pozornie. To, co zaznała, pozostawiło rany na jej psychice. A Chase? Chase nie jest żadnym absolutem, lecz człowiekiem nadal podlegającym prawidłom rządzącym światem śmiertelników, choć naturalnie nie każdym. Osiągnął wszytko, co mógł, co chciał, o czym marzył. Nudzi się, a może nawet dziczeje, w końcu skupia w swych rękach olbrzymią władzę. Obycie, błyskotliwość, mądrość, które tak fantastycznie twórcy kreskówki pokazywali, nie uchronią go przed skutkami braku następnego celu, do jakiego mógłby dążyć. Występują na IW również buntownicy z podziemi. Ich postawa stoi w opozycji do postawy Kimiko. Czemu? Oni się nie poddali.
Reasumując, jeśli to, co robisz, sprzeniewierza się temu, w co wierzysz, nieważne jak dobrze się oszukasz, suma sumarum rezultat będzie fatalny, co na przykładzie wojowniczki ognia starałam się oddać. Taka jest myśl przewodnia IW.
Jak więc widzisz, Chamiko odgrywa na Innej Wersji drugorzędną rolę, wręcz atrakcyjne tło. Chociaż nazywam się jego wierną fanką, nie jestem zaślepiona, by nie zauważać masy możliwości i potencjału, jakie ono daje. Akurat w tym przypadku parowanie nie przynosi bohaterce nic dobrego. Mam nadzieje, że dostrzeżesz, ile w tej kobiecie jest sprzeczności i to właśnie warstwa psychologiczna skłoni Cię do czytania mojego opka oraz refleksji nad nim. Chciałam(ale czy mi wyszło, pozostawię do oceny czytelnikom) stworzyć opowiadanie oryginalne, poważne, ambitne  co z tego, że oparte na bajce dla dzieci? Litości. Xiaolin jest tylko tłem wydarzeń, a postacie to marionetki, które naprawdę można prowadzić na milion różnych sposobów, wystarczy użyć wyobraźni i odrzucić bezsensowną małostkowość.
Żywię nadzieję, iż w kontekście powyższego komentarza podjedziesz do całej historii z dystansem i nigdy nie przyjdzie Ci do głowy, że ja sama gloryfikuję postawy w niej zawarte. Pisać o czymś, nie oznacza to popierać. Aha, dla mnie osobiście zjawisko BDSM nie ma miejsca ani w świadomości, ani w opowiadaniu. Podobnie sadomasochizm. Nie, nie i jeszcze raz nie. Księciuniowi można zarzucić wiele, ale psychicznie chorym fetyszystą nie jest. 
Kończąc, bądź pewny: epilog kroi się jeszcze dziwniejszy oraz bardziej pokręcony(kompletnie nie do przewidzenia, jak pewnie wielu po lekturze zakładki stwierdzi) od obecnego stanu rzeczy na IW.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Prawa autorskie

Wszelkie zamieszczone na stronie teksty stanowią wyłączną własność ich autorki – Raylie. Kopiowanie, zmienianie i rozpowszechnianie tekstów w innych celach niż użytek własny jest zabronione i podlega karze zgodnie z: Dz. U. Nr 24, poz 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.