O...

O mnie
Od urodzenia mieszkam w Krakowie, tu też studiuję. Oprócz zainteresowań, które wskaże każdy blogger – czytanie, pisanie – dodam, że kręci mnie polski dubbing (znaczną część aktorów z imienia i nazwiska podam, gdy tylko usłyszę znajomy głos), film (stanie za kamerą, tak dla ścisłości, aczkolwiek granie też przejdzie pod warunkiem, że nie wciska mi się głównej roli), taniec. Czasem rysuję. Opiekuję się dziećmi. Z kuchnią za to się nie lubię, od czasu gdy prawie puściłam chałupę z dymem. Kocham książki Carlosa Ruiza Zafóna. Muzyka klasyczna mnie uspokaja. Lubię niebieski. Humanistka na sto procent, to znaczy oprócz literatury, historii, filozofii, interesuję się biologią, geografią, niektórymi zagadnieniami z fizyki. Mitologia grecka ma na mnie destrukcyjny wpływ.
Jestem takim wrażliwym, delikatnym, kruchym cukiereczkiem – tak też określają mnie znajomi – słodziakiem i pierdołą. W dodatku kochliwą na maksa, spokojną dziewojką, której niespodziewanie soczek uderza do głowy po dwudziestej drugiej, kiedy znajdę się w doborowym towarzystwie. Lubię naturę, a najchętniej zamieszkałabym na wsi. Wierzę w Boga i praktykuję, znaczy, staram się żyć sakramentami, bo tylko wtedy ta moja wiara nie jest martwa. Niemal wszystko badam, analizuję. Z zasady i dla zdrowia nie piję alkoholu, kawy, kakao, coli, pepsi, oranżady, napojów energetycznych, co jest po prostu niepojęte dla niektórych moich znajomych. A w ogóle w celach zdrowotnych zostałabym frutarianką, niestety jestem zbyt wielkim łasuchem, by to przeszło, pech. Rodzina śmieje się ze mnie, bo czytam etykietki na odwrocie niemal wszystkich produktów. A tak poza tym: obibok, marzycielka, perfekcjonistka, co musi mieć wszystko na błysk.
Pisaniem opowiadań trudnię się dokładnie od 12 października 2012 roku, a Inna Wersja jest moim drugim blogiem w życiu (pierwszego nie dokończyłam, stąd liczę, że losy tego potoczą się szczęśliwiej).

Rocznik '95.

Typ osobowości: Mentor (INFJ)
Chcesz pogadać o życiu? Życiu po życiu? UFO? Powymieniać się gifami i obrazkami z Chase Youngiem lub Chamiko? Pogonić w pisaniu nowego rozdziału albo podsunąć pomysł, w jaki sposób mogę jeszcze poznęcać się nad Kimiko? Może masz jakieś życzenia, chcesz mi coś wytknąć albo się oświadczyć? Chcesz spojler do nowej notki? *mam miękkie serduszko, kto chce i poprosi, temu ochoczo i hojnie wysyłamPisz:
GG: 48280961 /Mail: renne2095@gmail.com 


Moja chamikowa historia -> KLIK (bardzo urzekająca)

O Innej Wersji

Postaram się krótko, treściwie, na temat.

Opowiadanie tu publikowane jest niczym innym jak fanfikiem; realizacją marzenia fanki, która miała szczęście urodzić się w epoce i miejscu, gdzie dostęp do internetu jest dosłownie na wyciągnięcie ręki.
Adres bloga  prosty, wręcz banalny  powinien raczej zapamiętać każdy, komu jakimś cudem się tu spodoba i zapragnie wrócić raz jeszcze. W myśl haseł: nie oceniaj po okładce, nie szata zdobi... etc., twierdzę, że tekst ma się bronić sam i żaden cool adres, full wypas wystrój, tytuł, muzyczka i bajeranckie pierdolniki mu w tym nie pomogą. 
Sama treść opiera się na wydarzeniach z serialu animowanego  należącego do wytwórni filmowej Warner Bros  Xiaolin Pojedynek Mistrzów, a właściwie jest następstwem odcinka czterdziestego, jego alternatywną wersją (tu można go sobie przypomnieć. Minuta 18:53 najbardziej mnie jara; na swój sposób żałuję, iż zgodnie z moją wersją te słowa nigdy nie padły). Od razu pragnę zaznaczyć, że jako wierna fanka kreskówki oficjalnie odcinam się od pseudo kontynuacji Showdown czyli od Kronik Xiaolin, jakie uważam po części za odgrzany kotlet (taki bardzo niestrawny), a po części za karykaturę pierwowzoru. 
O słuszności paringu Chamiko (Chase x Kimiko) mogłabym napisać elaborat, ale o wiele bardziej przyjemne dla mnie i, mam taką nadzieję, dla Ciebie, drogi czytelniku, będzie opowiadanie z tym wątkiem w roli głównej, zwłaszcza że polska blogosfera nie obfituje specjalnie w twórczość o tak emocjonującym połączeniu. Chociaż piszę o paringu, nie oznacza to, że lać się tu zacznie róż i słodycz  lub na odwrót  gwałt na kimkolwiek będzie punktem wyjścia do połączenia naszych gołąbków łańcuchem miłości prawdziwej.
W historii będziemy mieć do czynienia z naturalistyczną koncepcją człowieka (a przynajmniej z niektórymi elementami tejże koncepcji). Nie zawaham się – dla potrzeb opowiadania – namieszać w charakterach bohaterów kanonicznych czy też przekształcić wartości, jakie dotąd wyznawali, zaś to wszystko odbędzie się oczywiście przy uwzględnieniu ciągu przyczynowo-skutkowego, logiki, po prostu zdrowego rozsądku.
A teraz zabrzmię pewnie jak schizofreniczka, ale mam wrażenie, że moją duszę gryzipiórka tworzą dwie osoby: piętnastolatka i dziewiętnastolatka, gdzie ta pierwsza wymyśla denną fabułę, podczas gdy druga powołuje ją do życia za pomocą długaśnych, skomplikowanych zdań, które zwyczajnie mają na celu oszukać Cię, zwieść,  czytelniku kochany, stworzyć pozór, jakoby ta historia miała głęboko ukryty sens, jaki należy odkrywać powoli, szukając przesłania w tych nieraz dziwnych meandrach językowych. 
Nierzadko, gdy wracam do wcześniejszych rozdziałów, żenuję się strasznie, gdyż widzę, jak miejscami są one przeraźliwie tandetne, opkowe, po prostu blogaskowe. Mam wówczas ochotę zapaść się pod ziemię. 
Jakkolwiek jednak fabuła jest nielogiczna i durna, nadal stanowi wytwór mojej wyobraźni, coś w co wkładam cholernie dużo pracy, bo całe serce oraz ogromną ilość cennego czasu. Każda wstukana w klawiaturę literka tworzy słowo, ono zaś składa się w zdanie, które wymyślałam, zmieniałam i dopieszczałam nieraz dziesięć razy, wyżynając przy tym mózg do granic możliwości, by całość nadawała się do publikacji i trafiła w Twe gusta, wybredny czytelniku.
Jeśli mam być szczera, przyznam, że na razie nie napisałam niczego, co mnie samą jako autorkę satysfakcjonowałoby od początku do końca. Wszędzie widzę masę błędów i niespójności, z jakimi nie potrafię sobie poradzić, dlatego tak bardzo potrzebuję krytyki, bym mogła się rozwijać, dążyć do perfekcji. Choć lubię pochwały łechcące moją dumę, o wiele bardziej rajcuję się, gdy ludzie wytykają mi błędy. Pragnę, aby nie pozostawiono na mnie suchej nitki, żeby ktoś napisał: „o, to tutaj jest do dupy” oraz podparł się uzasadnionymi argumentami. Jeśli uważasz, że fabuła ssie, bohaterowie zachowują się jak matoły i w ogóle historia zmierza ku masakrze, to wyżyj się w komentarzu, proszę. Nawet z anonima. 
A tak poza tym marzy mi się, aby za parę miesięcy, może lat, kiedy mój czas w blogsferze przeminie  wskutek coraz to nowych obowiązków oraz wyzwań dnia codziennego w tak zwanym realu  Inna Wersja cieszyła się jako takim uznaniem wśród następnego pokolenia Xiao-maniaków, które niewątpliwie wyrośnie na Kronikach i aby ten twór spaczonej wyobraźni wyznaczał pewien poziom, standard w prowadzeniu blogów. Nie przemawia tu przeze mnie zarozumialec o przerośniętym ego, jakiemu wydaje się, że jego opcio jest the best (choć bardzo bym chciała, by tak było... ech, marzenia). Tak po prosu wygląda smutna rzeczywistość. Kto widział, ten wie. W miarę porządnych fików o Xiaolin można na palcach dwóch rąk wymienić, a tych naprawdę dobrych to już w ogóle ze świecą szukać. Przykro mi z tego powodu, więc w swej nadal dziecięcej nadziei głęboko wierzę, iż tacy blogerzy pojawią się i stworzą tak odpałowe opowiadania, że kiedy nadejdą czasy przystawiania dziecka do cyca, żółć a równocześnie radość zalewać mnie będą, zaś na usta cisnąć przekleństwa i pytania: czemu ja tak nie potrafiłam pisać?

O, a za zdjęcie profilowe anonimowych czytelników robi koci wojownik autorstwa Jburke2101, bo jak powszechnie wiadomo, koci wojownicy nie zakładają oficjalnych profili. 

Favikon


I jeszcze coś od sponsora:





*Oczywiście*


<3


Ulubione odcinki:



To tylko scena, choć całość jest przednia i warta uwagi.

27.08.2016 EDIT: wiecie co? To w wuj niesprawiedliwe, że wszędzie usuwają akurat TEN odcinek, a pozostałe zostawiają. Ja nie wiem, kto zajmuje się polityką praw autorskich na naszych rodzimych kanałach internetowych ani zagranicznych, ale wkurfia mnie to, że po polsku 50 jest już właściwie niedostępny, a wersje angielską bezczelnie usuwają... równocześnie zostawiając pozostałe, których umieszczanie też de facto łamie prawa autorskie...! Normalnie policzek dla chamikofanów...
~*~

Odc 24  Do dziś pamiętam, jak pierwszy raz ujrzałam księcia, szczerze mówiąc, nie przypadł mi do gustu. Pomyślałam wtedy: znowu jakaś ciota z Heylin.  Na szczęście pod koniec mi zaimponował, ale dopiero po latach doceniłam tę postać i do tej pory uważam Chase'a Younga za jeden z najlepszych czarnych charakterów ever.
Wgl lubię wszystkie odcinki, w których on występuje, zwłaszcza 2534, 3645, 41, 42). Nie jest tego dużo... xD
Odc 37  Szkoda, że ten z pająkami w wersji polskiej zaginął i została tylko angielska (ale to nic... xD Jason Marsden tak seksownie przeciąga głoski; mogłabym słuchać go na non stopie. Nie ulega wątpliwości, facet się urodził do roli Chase'a. To nie jest normalne, by kreskówkowa postać operowała takim głosem! <3 Ach, no i ten soundtrack. A Chase Young moments nigdy mnie nie nudzi, zwłaszcza ta scena.)




2 komentarze:

  1. Nie wiem czy dobrze zrozumiałam, ale z opisu wywnioskowałam, że w jakimś stopniu lubisz zjawiska paranormalne, nie mylę się? Też się nimi interesuję i staram się w nie coraz bardziej zagłębiać.*psychol mode on* Świadome sny, tulpy i OOBE to moje drugie życie ;-;. No nic, tak tylko chciałam coś dodać od siebie xD. Jesteś ciekawą osobą i doskonale piszesz. Oddaj mi ten talent!
    Pozdrawiam c:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ba, od bachorka połykam wszytko co inne, nadprzyrodzone, paranormalne. :D Ile się tych programów dokumentalnych naoglądało...
      Doskonale to gruba przesada. ^^" Zresztą, zawsze może być lepiej.

      Usuń

Obserwatorzy

Prawa autorskie

Wszelkie zamieszczone na stronie teksty stanowią wyłączną własność ich autorki – Raylie. Kopiowanie, zmienianie i rozpowszechnianie tekstów w innych celach niż użytek własny jest zabronione i podlega karze zgodnie z: Dz. U. Nr 24, poz 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.