poniedziałek, 20 marca 2017

„Bez masek” – Epilog








Cynobrowe drzwi zamknęły się z głuchym trzaskiem, przywodzącym skojarzenie zatrzaśnięcia na głucho wejścia do grobowca. Zgodnie z obyczajem cesarzowa zasiadła po prawej stronie cesarza. Ostatni dzień koronacji spędzali razem, pozbawieni towarzystwa haremu, urzędników i kocich wojowników. Trwali więc w martwej ciszy tu, gdzie ich drogi splotły się w pierwszym intymnym akcie, w jadalni.
W Kimiko nie uderzało ani déjà vu, ani przedśmiertne odtwarzanie obrazów przeszłych wydarzeń utrwalonych na kliszy pamięci osoby obchodzącej niedawno dwudzieste drugie urodziny. Apatia tłumiła zmysły, spowalniała pracę mózgu. Otępiała dziewczyna splotła palce na podołku, lekceważąc wykwintnie zastawione śniadanie. Suchy język zdawał się puchnąć, blokując gardło.
Chase w przeciwieństwie do niej pałaszował ze smakiem, co rusz wkładając pałeczki do półmisków. Apetyt mu dopisywał. Nic dziwnego, młody mężczyzna po całonocnym rżnięciu oraz porannej walce potrzebował uzupełnić kalorie.
„Nie! Hamuj się! On mnie nie rżnął, on się ze mną kochał… kochał…”
Domyślała się regularnie obrysowanego profilu na tle błękitnych witraży, bojąc się sprawdzić, czy rzeczywistość oddaje marzenia. Ubrania pary wciąż szpeciły ślady zakrzepłej krwi. Wreszcie Young odłożył pałeczki, odchylił się na oparcie rzeźbionego krzesła obitego czerwonym materiałem. Znów zapadało upiorne milczenie. Kimiko ledwo je znosiła, powstrzymując się przed poderwaniem z miejsca i histerią.
„Jestem zdrajczynią!”, załamywała się wewnętrznie, ostatkiem sił okazując pozór zewnętrznego opanowania. Garbiła się, zaciskając odrętwiałe ręce na połach koszuli nocnej, a wówczas Chase przemówił:
– Czy zanim zacznę, życzysz sobie zabrać głos?
Ton, jakim wyartykułował słowa, świadczyły o próbie przełamania bariery rozterek wkradłej się między nimi, lecz pogłębiane od miesięcy doświadczenie wyposażyło Japonkę w mechanizm reagowania na takie zagrywki: postrzegania Jego Wysokość jako tykającej bomby.
Potrząsnęła spazmatycznie głową.
„Po prostu mnie zabij! Przestań udawać, że coś znaczę!”
W odpowiedzi na niemy odzew nalał im po herbacie, położył po płatku jaśminu na obydwu bursztynowych taflach, zamieszał i wychylił swoją porcję do dna, napawając się ciepłem zalewającym przełyk. Kimiko tylko patrzyła na wijącą się serpentynami półprzezroczystą parę. Chase odstawił filiżankę z wdzięcznym brzękiem i odwrócił się do smoka ognia.
– Spójrz na mnie.
„Dziwko”, dodała bezwiednie.
Rozkaz. Teoretycznie uprzejmy, ale zdradzał nutkę jadu. W pierwszym odruchu zatrzęsła się wojowniczce dłoń. Najpierw chciała złapać za porcelanowe naczynie, rozbić je i szybko podciąć sobie tętnicę powyżej obojczyka. Jednak strach zdławił pomysł samobójstwa, gdyż zwiotczałe mięśnie odmawiały posłuszeństwa. Z trudem oddychała. Palce Chase’a podniosły podbródek Kimiko, zwracając ją ku niemu. Spodziewała się ciosu wybijającego zęby lub brutalnego ściśnięcia policzków, lecz nic takiego jej nie spotkało. Cesarz pragnął tylko skrzyżować spojrzenie z cesarzową, a skoro zajrzała mu w złote ślepia, przez króciutką sekundę doznała wrażenia, iż niebezpiecznie zwilgotniały. Jego Wysokość prędko starł z twarzy ów cień rozpaczy, zastępując go ewidentnym zmęczeniem.
– Przysięgnij, że kiedy opowiem ci całą historię z mojego punktu widzenia, powiesz, jakim człowiekiem mnie widzisz – wyszeptał. – Przysięgnij!
Usta Kimiko zadrżały, a spod powiek wypłynęła fala łez dotąd umiejętnie tamowanych.
„Ależ on cierpi”, zauważyła po raz drugi krwawego poranka mającego przejść do historii. „Jak ja mogłam go tak skrzywdzić?”
Nie wykrztusiła deklaracji, ograniczając się wyłącznie do kiwnięcia, licząc, że również taka odpowiedź mu wystarczy.
– Chcę cię usłyszeć – powiedział dobitnie. – Twój głos.
Zsunął dłonie z twarzy dziewczyny, musnął nimi szyję, potem barki, aż zatrzymał się na ramionach. Zacisnął na nich palce, a wtem Japonkę naszła szalona myśl: faktycznie coś dla niego znaczyła. Niegdyś, zanim dołączyła do podziemnej konfraterni. Gryzło ją pytanie, od jak dawna Chase zdawał sobie sprawę o truciźnie pieczołowicie chowanej pod łóżkiem albo w puzderku z korala?
Głupie bachory, od początku znałem każdy wasz ruch.
I dlaczego nie brzydził się, gdy pieścił jej łono i całował piersi, skoro wiedział?
Z miłości?
„Albo grał…”
– Przysięgam – wychrypiała.
Nie wyswobodził jej od razu. Rozluźnił uścisk, spuścił dłonie niżej, aż dotarł do zimnych rąk ów smoka ognia. Z zachowania władcy dało się wyczytać pragnienie bliskości, co zachęcało umysł Kimiko do odważnego stwierdzenia.
On nie chce twojej śmierci.
Jednakże doskonale zdawała sobie sprawę, że na Youngu jako na władcy spoczywa jarzmo obowiązku, przekleństwo autorytetu wynikającego z prestiżu władzy. To właśnie autorytet gwarantował posłuszeństwo, zaś próby ominięcia ustanowionych przez cesarza praw przysporzyłyby mu problemów. On jako pierwszy musiał przestrzegać nakazów i zakazów, był ich ustawodawcą, poręczycielem i wzorem do naśladowania. A dwór wiedział, że przestępstwo zdrady obwarowano wyjątkowo okrutnymi sankcjami.
„Ale cóż, należało to przewidzieć”.
Człowiek nie zdaje sobie sprawy z wagi swych przewinień, póki nie trafi przed sąd. Każda religia, zbiór myśli filozoficznych czy ludzki kodeks wyraźnie rozgraniczają i wskazują, co jest zachowaniem moralnym, a co nie. I bez względu na szerokość geograficzną zgadzają się co do jednego, akcentując to bardzo wyraźnie: karą za przestępstwo jest śmierć. Wieczne potępienie.
A Kimiko zgrzeszyła ciężko przeciw prawu, więc nie dla niej ratunek.
– Dokładnie rok temu odkryłem, że twoi dawni znajomi nadstawiali przeciw mnie napotykane osoby, grupując je w oddział o jakże uroczej nazwie „Łowcy Jaszczurów” – prychnął, zdając swą relację. – Nieopatrznie ujawnili się, detonując prymitywnie skonstruowany ładunek wybuchowy na jubileuszu, przerywając moje… wygłupy. W każdym razie pojąłem, że coś jest na rzeczy i w sekrecie przed niemal całą społecznością kotków wypuściłem do podziemi szpiegów, gdyż to tam mój instynkt kazał mi węszyć niebezpieczeństwa. Dość szybko wpadli na trop twoich kumpli, tak zresztą, jak podejrzewałem. Od tej pory trzymałem ich w ryzach, starając się wzniecać w nich ów płomień przekonania co do słuszności misji, a równocześnie w taki sposób, żeby sobie nie zaszkodzić. Widzisz, już wtedy kosmicznie się nudziłem, a pomysł o wrogach knujących pod nosem, nieświadomych, iż ja wiem, wprawiał mnie w ekscytację.
Przerwał, by nalać sobie soku z kumkwatów, proponując go też Kimiko. Pokręciła głową, spinając się jak na szpilkach. Umysł zainspirowany odświeżonymi wydarzeniami, podsunął pytaniem, której potrzeby mimo strachu nie dała rady zignorować:
– Co zamierzałeś osiągnąć poprzez wyleczenie mi blizn i zaproszenie na jubileusz? – nagabnęła, z trudem stawiając opór emocjom.
Oblizał wargi z rozkoszą, patrząc na Kimiko bez złości.
– Liczyłem, że o to spytasz – przyznał szczerze. – Nasze spotkanie odbyło się jak najbardziej przypadkowo, a wyleczyłem ci buźkę, ponieważ uznałem, że bez szram będziesz śliczniejsza.
Spąsowiałaby, gdyby nie trwoga przeżerająca serce niby rdza.
– Co znaczył tamten tekst: „nie ma nic za darmo”? – indagowała dalej.
Zmarszczył brwi, wracając wspomnieniami do szczegółów składających się na tamte dni. Nagle bruzdy myśli odsłoniły jego czoło. Pstryknął palcami i uśmiechnął się lekko.
– Ach, tak, faktycznie, tak powiedziałem. Cóż, chciałem ci troszkę dokuczyć, abyś miała o czym rozważać, lepiąc mi pierogi. Nie kryła się w nich żadna aluzja, choć przyznam, biorąc pod uwagę to, co działo się potem, ktoś mógłby stwierdzić, że stanowiło to ważną część misternego planu.
Kimiko zaśmiała się nerwowo, dochodząc do wniosku, że skoro i tak nic jej nie uratuje, pozwoli sobie na odrobinę spontaniczności.
„Pomyśleć, że dniami dopatrywałam się wyrachowania w tym geście!”
– Dobrze, kontynuując, wezwałem cię później do siebie, bowiem znalazłem dla ciebie miejsce w moim świeżo kiełkujących ambicjach. Otóż przeczuwałem, że buntownicy prędzej czy później się z tobą skontaktują, wobec czego postanowiłem ich uprzedzić. Moja zabawa właśnie się rozkręcała, nie mogłem się doczekać finału, który – nieskromnie mówiąc – pomyślnie przeprowadziłem od początku do końca. Chciałem pobawić się w szkołę: w nauczyciela i ucznia. W roli ucznia obsadziłem ciebie, mój słodki smoku. Spełniałaś absolutnie wszelkie kryteria, by się z tobą zadawać: upadła mniszka – coś niczym trofeum, wojowniczka – och, mielibyśmy o czym rozmawiać, piękna kobieta – co samo w sobie jest wystarczającym powodem. Jakieś pytania do tej części wykładu? – ukoronował ostatnie zdanie charakterystyczną dla siebie ironią.
Zaprzeczyła ruchem głowy, szeroko otwartymi ze zdumienia oczami śledząc spokojne ruchy twarzy tego człowieka. Wyjawił przed nią dopiero skrawek historii, a już tknęło ją uczucie podziwu wobec geniuszu, intuicji stratega i planisty. Historia ta dotyczyła najważniejszego roku życia Kimiko. Z trudem pojmowała, iż wreszcie pozna prawdę, odsłonią się karty...
– Kiedy uczyniłem cię oficjalną cipką, kierowałem się tylko dwoma uczuciami: żądzą z posiadania cię na własność, a jednocześnie hamował mnie jakiś impuls nakazujący maksymalne przedłużanie gry wstępnej. Zakładam, że do głosu doszły moje doświadczenia z Eme – zasępił się, wykrzywiając usta z niesmakiem. – Skoro więc tak bardzo tłumiłem apetyt posiadania cię w czysto seksualnym sensie, doszło do przesunięcia moich żądz na najbliższy ośrodek pragnień, czyli władzy. Ze wstydem cofam się pamięcią do mojego zezwierzęcenia. Do dziś czuję się moralnie połamany, prawie jakbym zgwałcił siostrę – westchnął, pijąc do incydentu w sali tronowej, – Wyciągnąłem szybko jedyny słuszny wniosek: powinienem ochłonąć. Raczej nie muszę tłumaczyć, jaką grozą napawała mnie świadomość, że to ty budzisz poczucie winy. Teraz, patrząc na tę sytuację z perspektywy wielu miesięcy, widzę, że to ona powodowała moje rozdrażnienie. Chociaż na zewnątrz sprawiałem wrażenie zdystansowanego, wewnątrz kipiałem emocjami. Topiłem smutki w dziwkach, uciekałem od marazmu, zaprzestając budowania w tobie erotyzmu. Obnosiłem się z kobietami, żebyś je widziała i cierpiała. Tak, wiem, że obserwowałaś mnie, kiedy pieprzyłem w ogrodzie tamtą białą sucz. Wystawiałem cię na próby. Problem w tym, że mściwe zachowanie tylko pogłębiało moje przygnębienie i niepokój. Po prostu brzydziło mnie, że stare błędy ubieram w nowy kostium. Moja teraźniejszość, a w efekcie i przyszłość, zmierzała tymi samymi torami, co przeszłość. Dawne grzechy, które nazywam letargiem przyzwyczajeń, ciągnęły się za mną, determinując życie. Pojąłem skutki bierności, nie znałem tylko jej przyczyny. Rozumiałem jedynie, że zabijam siebie, gdyż popuściłem kaganiec dla moich zmysłów. Tych prymitywnych receptorów i instynktów. Roznamiętnianie cię było złe, obsesyjne rozciąganie kontroli gorsze. Oczywiście, mogłem przerwać ten stan i skręcić ci kark, ot pozbyć się źródła głosu sumienia, ale ponieważ uważam się za człowieka doświadczonego i mądrego, obiecałem się uleczyć i okiełznać zepsucie drążące mą duszę. Stąd też nabrałem apetytu wyśmiewania miłości i wszystkiego, co z nią związane, wylewając na nią pomyje. Dręczyła mnie pamięć o dziwkach, które przeleciałem, licząc, że doszukam się w nich czegoś wartościowego, co sprawi, że stuprocentowo oddam się kobiecie, co odłączy mnie ode mnie samego. No dobrze, wulgarnie się wyrażam. Nie dziwki, raczej ułożone i oczytane panienki z dobrych rodzin, na których wystarczyło zrobić odpowiednie wrażenie, szepnąć kilka komplementów, złożyć przysięgę miłości i szacunku, odciągnąć gdzieś na tyły domów, a one bez oporów lub choćby cienia wątpliwości zadzierały spódnice, dając się zniewolić kaprysowi spontanicznego podrywu. Wiesz, ilekroć próbuję je sobie przypomnieć, zlewają się w jedno i widzę pod sobą zawsze tę samą twarz, cycki i dziurę. W gruncie rzeczy te trzy atrybuty wystarczą kobietom, by czuły się wartościowymi, spełnionymi osobami, nie uważasz? Śmiem twierdzić, że gdyby zabrakło im twarzy, cycek i dziury, nie zostałoby już nic wartościowego, o co można walczyć, a mężczyźni pocieszyliby się małpami.
– Czy i o mnie tak sądzisz? – szepnęła zrezygnowana z łzami dławiącymi głos.
Przewrócił ślepiami, protekcjonalnie kiwając głową.
– Oczywiście, że nie i widzę, że ostatnia noc niewiele cię nauczyła – zganił ją. – Jedynymi kobietami, jakich twarze umiem rozróżnić są: Eme – moja żona-dziwka, o której szybko bym zapomniał, gdyby nie mieszkała za mną od tysiąca lat; cesarzowa Wu, ponieważ nigdy jej nie posiadłem oraz ty. W każdym razie, wracając, czułem w sobie przemożną potrzebę wypowiedzenia swoich obiekcji, podzielenia się doświadczeniem. Z drugiej strony nie ufałem ci na tyle, by się przed tobą duchowo obnażać, pomijając fakt, że w ogóle tego nienawidzę. Wymyśliłem więc, że naprowadzę cię na ślad, zasypię aluzjami. Najpierw delikatnie, potem coraz mocniej, nasączałem swe słowa nienawiścią wobec doświadczonego brudu i głupoty, żeby wyszydzić miłość. Dlatego, począwszy od miłej konwersacji przy lodach, tak chętnie wywyższałem układ klient – dziwka ponad małżeństwo, tak jakby ta zgniła korelacja była ostateczną formą każdego szanującego się, zdrowego związku. Wszystko po to, żebyś nie domyśliła się, że mówię o sobie. W tym samym czasie dotarli do ciebie buntownicy. Nie powiem, wściekłem się dziko, co z drugiej strony wprawiało mnie w zdumienie. Bo widzisz, ja od początku planowałem, że jeśli przyłączysz się do buntu, po prostu cię zabiję, a wcześniej troszkę zabawię. Ale okazało się inaczej. Czułem się fatalnie, zatruty cierniem zazdrości. Wtem z Indii napłynęła prośba o pomoc w tłumieniu buntów. Udałem się tam po to tylko, aby odreagować, pozbyć się agresji, zmienić otoczenie. W tym czasie ty spotkałaś się z jedną z moich dziwek, czego zupełnie nie przewidziałem. Kiedy po szale ze spinkami wypowiedziałaś jej imię, natychmiast wziąłem ją na przesłuchanie. Wyśpiewała, że inne dziwki uważają cię za wyjątkową, bo dostrzegły, że najwięcej wolnych chwil spędzam przy tobie i to nie na pieprzeniu, a normalnych zajęciach. Ujrzałem sens mojego zachowania, bo faktycznie do tego z grubsza dążyłem. Ta blondyneczka porównała trapiące mnie zagubienie do chłopca ciągnącego koleżankę za warkocz! Niesamowite, jak twojej płci przychodzi trafne wyciąganie wniosków, na czym stoją relacje innych osób, o których prawie nic się nie wie! Słowa zwykłej dziwki pomogły mi dojrzeć, obrać olbrzymi krok w kierunku katharsis. Oczywiście zmiany wymagają czasu, jeszcze długo trawiłem usłyszane tezy, niemniej coś się we mnie odmieniło. Starałem się wrócić na powierzchnię, odzyskać spokój ducha, ale wciąż nie przestawała dręczyć świadomość, iż nie należysz do mnie cała.
– Jak to? Byłam twoja… – zaprotestowała cichutko, blednąc w miarę wgłębiania się w opowieść.
– Nie, a to dlatego, że jakaś twoja część, której nie umiałem zdobyć, wybrała wrogów – wyjaśnił zawzięcie. – Nigdy nie należałaś do mnie w pełni, bo bratając się z buntownikami, zdobyłaś kontrolę nad sobą. Uniezależniłaś się ode mnie. Miałaś pewną asekurację, drugą drogę, szansę i nadzieję. Straciłem nad tobą realną, emocjonalną władzę. Twój sekret stanął między nami. Nie pożarłem cię. – Odchylił się bardziej na krześle, błądząc wzrokiem po kolumnach z obsydianu. – Jakkolwiek brzmi to ironicznie, uważam, że dobrze się stało, gdyż sprawy przybrały niespodziewany dla nas obrót. Bo dzięki farsie z buntownikami teraz mogę zrozumieć, że ja i ty jesteśmy odzielnymi osobami. Nawet żona nie powinna być własnością mężą, a mąż własnością żony, tylko dwiema jednostakami, gdzie jedna nie zależy od drugiej, aby istnieć. Zanim to jednak pojąłem, przecierpiałem wiele, wpadałem w gniew, a każdy wybuch złości w konsekwencji rodził frustrację. Widziałem swoje ograniczenia, a one czyniły mnie słabym, z kolei presja rosła. Presja, którą sam sobie narzuciłem. Nie wierzę, że to mówię, ale sama władza wcale mnie nie uszczęśliwiła – wybuchnął rozpaczliwym śmiechem, opierając łokciami o stół. – Przyczyniła się tylko do zniewolenia w sztywnych regułach i pilnowania siebie samego, żeby inni widzieli mnie jakieś bóstwo. Chciałem dać ujście moim frustracjom, dokuczając ci. Chciałem pokazać ci mój ból, nienawidzić cię, wbijać w ciebie szpilki, obrzydzać życie, abyś stała się taka jak ja i zobaczyła pod maskami konwenansów i pożądania innego mnie, po prostu obrała odmienny punkt widzenia. Pamiętasz choćby awanturę o spinki? Już wtedy słyszałaś mój krzyk, Kimiko, dochodzący z głębi najczarniejszej duszy, jaka chodzi po tym świecie. Wiedziałem o twojej zdradzie, dlatego kazałem ci się przyznać, co takiego ci się nie podoba, zamiast milczeć i ukrywać to! Moje własne słowa względem ciebie nie podobały mi się, a równocześnie poniżała mnie myśl, że zatapiam się w błędach i nie umiem przekonać cię do siebie. Że najpewniej wydaję ci się wstrętny. Że się mnie brzydzisz i marzysz, by ktoś nabił mi łeb na włócznię!
Zwinął dłonie w pięści, z zawodem wyliczając przewinienia Japonki:
– Nic nie wywoływało twojego uśmiechu, prezenty przyjmowałaś ze strachu przed moim gniewem, nie z radością, a ja sam w ogóle nie byłem ci niepotrzebny, bo przecież miałaś swoich buntowników, którzy by cię uratowali przed katem!
Zabrakło mu tchu, odwrócił głowę. Kimiko patrzyła na jego rękę zaciskającą się na krawędzi stołu. Upadła mniszka siedziała i trzęsła się, odtwarzając wraz z Chase’em miniony rok, przeżywając go na nowo z jego perspektywy. Wydawało jej się wówczas, że cierpi, w swym samolubstwie nie zauważyła, że ktoś obok przechodzi koszmar w równym stopniu, jeśli nie gorszym. Tymczasem prawda, jedyna i słuszna, docierała do niej przez cały rok, kawałkami. Jak to możliwe, że jej nie przyjęła? Że nie złożyła z kamyków mozaiki? Naiwnie sądziła, iż po nocy spędzonej z Chase’em przestudiowała go do cna, ale on zawsze zaskakiwał. Szale się odwróciły. Teraz to jej dusza sprawiała wrażenie skalanej złem, podczas gdy jego malowała się tak pięknie i czysto, mimo że naznaczona zepsuciem, do którego się przyznał i jakie chciał wyplenić. Dusza skażona brudem świata, który nie był idealny, czyli taki, jak chciał go ukształtować władca. Dzieło życia Chase’a Younga rysowało się jako puste i nic niewarte. Idee, moralność, wizje i tezy nigdy nie wejdą do użytku, bo świat jest zbyt oporny, by je zaakceptować. Dlatego Chase pragnął wpierw wytępić to, czym nabrzmiała ludzkość i wznieść imperium zbudowane na własnych warunkach.
„Dlaczego Xiaolin ci w tym nie pomógł? Dlaczego zwalczaliśmy cię, zamiast kreować wraz z tobą świat bez zdrad?”
Niewierności istniały od zawsze i nigdy się nie skończą: niewierności przeciw prawu, ludziom, bogom i samemu sobie. Japonka pragnęła przytulić Chase’a szepnąć mu do ucha chociaż tę beznadziejnie oklepaną frazę, że wszystko się uda. Mogłaby też milczeć. Mogłaby go pocałować. Mogłaby zapewnić raz jeszcze o swej miłości i o tym, że od tej pory zacznie wspierać Chase’a w wszelkich działaniach. Lecz niestety, napuchła zepsuciem. Zdradą.
– Ale przecież nie chciałem cię stracić – kontynuował już spokojniejszym głosem. – Postanowiłem obrać nową strategię, jak doskonały generał. Postanowiłem cię ratować, dać do zrozumienia, że ja wiem i że nienawidzę zdrad. Zdawałem sobie sprawę, że twoje wyznanie miłości jest perfidnym kłamstwem. Myślałaś tylko o pomocy buntownikom. Jednak nie miałem ci tego za złe. Naprawdę obiecałem ci, że uczynię wszystko, abym tylko ja gościł w twoim sercu. Chciałem traktować cię jak panią, przepraszać, rozpieszczać, rozmawiać o najgłębszych tajemnicach i marzeniach. Lubiłem przebywać z tobą. Moja intuicja jest najsilniejszą cechą, jaką w sobie rozwinąłem, wiesz? Coś mi podpowiadało, że ty też wolisz, kiedy spędzamy czas tak niewinnie, tak bez zmysłowości. Widziałem w tym pewną szansę. Mianowałem cię konkubiną wyłącznie dlatego, żebyś awansowała i nie umieszczała się w kategoriach dziwki. Ponadto pozwoliłem, byś zasmakowała władzy. Śledziłem, jak ulega zmianie twój stosunek do służby i strażników. Obserwowałem, jak radzisz sobie z rywalkami. Ten strach przed spiskami, konkurencją, podejrzenia, pilnowanie się przy stojących niższej w szeregach, kontrola wszystkiego, co obejmuje twoja władza... Teraz wyobraź sobie podobną sytuację, tyle że rozciągnij ją na całą planetę! Toczyłem walkę ze sobą, tobą, pałacem, buntem oraz światem równocześnie, osamotniony w tym boju, nie rozumiany przez nikogo, także kotków. Musiałem dzielić swą uwagę na wiele sektorów, dopasowywać plan do wypadków, jakich nie przewidziałem. Jednocześnie nie mogłem dać się zdradzić, musiałem grać pozory przed tobą i twoimi kolegami, że niczego nie podejrzewam. Cały czas doskonaliłem mój plan, mając tak naprawdę za główny cel ratować cię.
– Mnie? – jęknęła.
– Ciebie. Idiotko, jak sądzisz, dlaczego pozwoliłem ci zasiąść obok mnie na tronie? – warknął ostro, łapiąc ją za podbródek. – Gonił mnie czas, musiałem rozwiązać kwestię buntowników, nie mogłem ich tak trzymać w ryzach, czekając, aż się przyznasz. Rozmowy o miłości i zdradzie nie przyniosły skutku, instruowanie cię, strasznie, pokazywanie konsekwencji również – przygryzł wargę, zabierając rękę.
Prychnął, kręcąc głową.
– Śpiąc z konkubinami pragnąłem, abyś to ty leżała obok mnie, to ty dała mi dzieci, byśmy razem władali planetą. Chciałem zbudować z tobą, jako moją ostoją bezpieczeństwa przed powrotem demonów nudy i popędu, szczęśliwy dom. Poniewieranie członkiem na lewo i prawo, bo wymaga tego galaretowate podwzgórze we łbie, jest obrzydliwe. I wiesz co jeszcze? Za każdym razem, kiedy w się przez nie przeciskałem, gdzieś w środku rosła pogarda do mnie samego i wyrzuty sumienia, jakbym to ja zdradzał. Ciebie. Noc w noc nawiedzały koszmary, w których na nowo wstępowałem do klasztoru i przeżywałem następnych tysiąc pięćset lat w całkowitej czystości, rozumiesz? Wolałem wieść marny żywot mnicha niż władcy! A gdy dowiedziałem się, że Xifeng i Lanfen zaszły w ciąże czułem się gorzej. Te ich dzieci, ten klucz do sukcesu rządzenia, wcale mi się nie podobał, nie takim kosztem. Skomentujesz to okrucieństwem, ale kiedy Ju i Wuya zabiły je, nie umiałem się jakoś specjalnie smucić. Musiałem pozostać rozsądny i wykorzystać ich śmierć, przeciwności losu przekuć na pozytyw. Proces służył jednej rzeczy: by cię przekonać. Ukaranie Eme to samo. Opuszczałem bibliotekę za słowami: “obiecuję opiekować się tobą, lecz nie za darmo. Oczekuję od ciebie tego, czego zabrakło Eme, Wuyi, pani Ju. Wierności” na ustach. Dlaczego się nie domyśliłaś?! Czyżbym naprawdę nic dla ciebie nie znaczył? Nastawiłem nawet twoją przyjaciółkę przeciw tobie, abyś zobaczyła, jak bolą zdrady. Niepotrzebnie poświęciłem życie tej małej. Wiesz, co szeptałem do ucha, kiedy umierała? Dziękowałem za to, że pozostała wobec mnie taka wierna, bo jej ofiara uratuje ci życie. Do dziś próbuję się przekonać, że w jej zamglonych oczach dostrzegłem przebaczenie!
Odetchnął, obdarzając Kimiko grobowym spojrzeniem. – Gdybyś mi się przyznała, zapomniałbym o wszystkim. Niestety dzień buntu się zbliżał. Ostatecznie już wszystko stało mi się obojętne. Czułem, że mój plan nie wypali. Nawet pojawiłem się u ciebie, by cię zerżnąć jak dziwkę. Lecz wtedy ty przeciwstawiłaś mi się, a potem pojawiłaś się w gabinecie… Całą tamtą rozmową pokazałaś mi, że jest nadzieja. Uświadomiłaś, że mimo strachu, jakaś twoja część faktycznie mnie kocha. – Zmrużył oczy, przywołując na usta spokojny uśmiech. – Kocha bez dotyku i spojrzenia. Kocha nie moje ciało, na które leciały dotąd wszystkie dziwki. Kocha nie za bogactwa, które mógłbym ci ofiarować. Ale kocha po prostu, z moimi błędami. Ty chciałaś ocalić dusze. Moją i swoją. Wzruszyłaś mnie. Wiedziałem, że nie kłamiesz, bo zawsze był przy tobie ktoś, kto śledził twoje poczynania i senne wyznania.
Przełknęła ślinę, znając imię podarowanego jej stróża.
– Simba…?
– To koci wojownik. Dzieciak, z którym niegdyś pracowałaś w kuchni. – Machnął ręką, nie przykładając do tożsamości Simby specjalnej uwagi.
– Chłopiec… – powtórzyła, przeczesując pamięć, a wówczas dotarł do niej obraz jasnowłosego malca. – Iwan…
– Słyszał każde twoje słowo, dzięki czemu znałem twe rozdarcie. Dokładnie ta sama ambiwalencja uczuć, która toczyła twego oprawcę. Nie rozumiałaś, co jest dla ciebie dobre, bo ja i buntownicy mieszaliśmy ci w głowie. Ale zostało ci właśnie serce dążące do poznania czegoś szczęśliwego i dobrego, co pozwoliłoby ci być sobą. – Przeszył ją płonącym spojrzeniem. – Domyślasz się już, czemu uczyniłem cię cesarzową?
Załamywała ręce, nie śmiąc nawet pisnąć. Chase czekał cierpliwie, lustrując smoka ognia, dopóki upadła mniszka nie zorientowała się, iż musi zacytować słowa, które usłyszała przy fontannie w rocznice urodzin.
– By żaden człowiek i żadne prawo nie stało wyżej ode mnie oprócz ciebie – wymamrotała, spalając się ze wstydu. Czym wszak zasłużyła sobie na starania kogoś tak szlachetnego?
Chase zmierzał do najcięższej części wyznania, na co wskazywałaby rezygnacja marszcząca mu wargi.
– Wczoraj w nocy ujawniłem się przed tobą, Kimiko. Pokazałem, oddałem z siebie to, co uważam za najbardziej normalne, to, co siedziało we mnie ukryte. Wiedziałem, że nie mój kutas, lecz szczerość przekonały cię do mnie ostatecznie. Dałaś mi wiele, bo odważyłem przed tobą rozebrać aż do mojego ja, i tak naprawdę czułem się, jakbym pierwszy raz kochał się z kobietą. Nie pieprzył, ale kochał. Mimo naszych wad, w pewnej chwili miałem nadzieję, że moja i twoja dusza, gdy się połączą, są idealne i czyste, i nie ma w nich krztyny zła. Ani Heylinu, ani Xiaolinu. Jesteśmy po prostu my. Wiedziałem, że chcesz mi się przyznać, dopiąłem swego, ale nie mogłem się tym cieszyć, gdyż czas naglił. Musiałem cię uśpić, byś była bezpieczna w naszym pokoju. Obiecałem cię chronić i dotrzymałem słowa, ale grę prowadziłem do końca. Teraz wiesz wszystko. Nie ma innej prawdy.
Nim zamilkł, pozwalając jej trawić usłyszane rewelacje, dodał niby od niechcenia:
– Jak sądzisz, dlaczego nie powiedziałem ci tego wcześniej, zanim urządziłem rzeź?
Umysł Kimiko pracował na najwyższych obrotach. Rozbudzona wrażliwość pozwalała lepiej wniknąć w intencje Chase’a i na swój sposób przewidywać je.
– Już rozumiem… – mówiła cicho, ale pewnym głosem, zwieszając głowę na piersiach. – Testowałeś mnie. Gdybyś od razu się ujawnił, mogłabym przyznać się ze strachu, nie ze szczerości.
– Dokładnie. Nic by nam to nie dało. Cierpliwie szukałem drogi, zasypując cię aluzjami, okrężnie dając do zrozumienia, że wiem, i żebyś otworzyła oczy, opamiętała się, nim będzie za późno i nawet ja cię nie uratuję… – zawahał się, z ust wypuścił głośno powietrze i zgiął przed nią kark, jakby się kłaniał. – Wybacz mi, zawiodłem cię jako nauczyciel. Nie pokazałem dokładnie tego, co powinnaś zobaczyć. Poniosłem klęskę.
– Nie! – weszła mu w słowo. – To ja jestem złym uczniem. Zignorowałam twoje nauki. Walczyłam z nimi jak jakiś uczony, zamiast je zaakceptować jak dziecko. Zraniłam cię… już nigdy nikomu nie zaufasz… zniszczyłam w tobie to, co dobre… – dokończyła łamiącym się głosem.
Chase ani myślał ją uspokajać. Po prostu uzbroił się w cierpliwość, zachowując milczenie, dopóki spazmy nie odstąpiły od Japonki.
– Nie chowasz urazy, że zabiłem twoich przyjaciół – ni stwierdził fakt, ni zapytał.
– Nie – jęknęła, wstrzymała oddech i powtórzyła raz jeszcze, z mocą, jakby właśnie uzmysłowiła sobie coś istotnego. – Nie… Bo tak naprawdę nic mnie już z nimi nie łączyło. Zbyt późno to pojęłam.
Patrzył na nią z ukosa, spuścił powieki i wydął usta.
– Owszem, zbyt późno.
Otworzył oczy i wlepił wzrok na ledwo tknięte naczynia. Stół zdobiły miski z jedzeniem, czarki z napojami i butelki z przyprawami. Kimiko z gulą w gardle obserwowała, jak jego ręka zaciska się najmniejszej, ciemnozielonej fiolce. Wypełnił winem szklany pucharek obrębiony złotem, a następnie odkorkował buteleczkę, dolewając do trunku gęstą ciecz o nieokreślonym kolorze. Macki lodowatej ciszy wkręcały się w uszy Japonki, pogłębiając grozę ściskającą za serce.
„Na tym polega przywilej cesarski. Uniknę tortur… A mimo to, cóż za szyderstwo losu. Wyznaczono mi zadanie zabicia Chase’a, a tymczasem zginę od podanej przez niego trucizny.”
Przyjęła nieuchronność śmierci jako coś tak do znudzenia naturalnego i oczywistego, nikłym uśmiechem demonstrując stan ducha. Śmierć otaczała ją od zawsze, nic więc dziwnego, że i ku cesarzowej zwróciła swe puste oczodoły.
„Tak przecież powinno być. Sędziowie podziemi przypisali mi taką rolę, niech zatem wypełni się ich wola.”
Cesarz postawił przed cesarzową pucharek z połyskującą w świetle kandelabrów trucizną. Twarz dziewczyny nie zdradzała gniewu, bardziej smutek, że tak właśnie skończyła się przygoda smoka ognia i że nie uchroniła ukochanego przed nudą. Podniosła dumnie czoło, co przydało pani świata dostojny wizerunek, który nie przesłoniły nawet wciąż lśniące ścieżki wyżłobione przez łzy.
Pochwyciła pucharek, zachwycając się pozornym pięknem kryjącym w sobie jad.
„Ja pełniłam obowiązek naczynia. Naczynia, które nie wypełniało dobro i piękno służące naszej miłości, lecz zdrada.”
– Smucę się, że odejdę, nie dlatego, bo szkoda mi żegnać się z życiem. Przykro mi, że ty zostaniesz – wyznała szczerze. – Wstępując do buntowników sądziłam, że w obaleniu cię zaznam spokoju i szczęścia, ale teraz w zasadzie nienawidzę świata. Zaczęłam go nienawidzić mniej więcej od miesiąca. Otwarłeś mi oczy na brud, hipokryzję, brak moralności i świętości społeczeństw. Dlaczego miałabym z nimi przystawać? – zaśmiała się nerwowo.
– To dlaczego nie wystąpiłaś od nich?
– Bo wydawało mi się, że to ciebie trzeba uwolnić. W dalszym ciągu tak jest – westchnęła po chwili zastanowienia, wzruszając ramionami. – Ktoś tak szlachetny i dobry, nigdy nie rozumiany i niekochany przez ludzi, powinien wzlecieć do Niebios, tak jak na rycinach, na grzbiecie żurawi. Wczoraj w nocy śniłam, że mnie opuszczasz, że udajesz się do krainy wiecznego szczęścia i zasiadasz wśród nieśmiertelnych, a ja, która byłam głucha na twoje nauki, zatapiam się w ziemię, skazana na zawsze na egzystowanie na tej przeklętej ziemi!
Spokój osiadł na twarzy Chase’a, kiwającego głową na wyznanie Kimiko. Mimo to nie karmiła się złudną nadzieją. Nie powinna wymagać od losu nic ponad darowaną możliwość szybkiej śmierci. Cesarz kochał wroga tyle miesięcy miłością dziwną, nielogiczną i szaloną, a mimo to kochał. Ona też go kochała, a w głupocie odpłaciła zdradą. Gdyby cofnęła czas, nie zawiodłaby go ani nie przysporzyła psychicznych katuszy. Przystawiając kielich do ust, zadała sobie pytanie, na jakie nigdy nie znajdzie odpowiedzi: „Czy pokochasz kogokolwiek jeszcze?”, z prostolinijnością w sercu życzyła Chase’owi Youngowi, aby podły wizerunek, który wsączyła w niego mniszka z Xiaolin, zatarła w tym stuleciu jakaś dobra niewiasta, przy jakiej odnalazłby szczęście.
– Przepraszam – wyszeptała, po czym w dwóch łykach pochłonęła zawartość naczynia.
Nóżka kielicha opadła na stół z cichym tąpnięciem. Wpatrywała się w niego, spodziewając się natychmiastowych skutków, przede wszystkim mgły oblepiającej oczy. Dotknęła brzucha, odnotowując pierwszy skurcz. Stresu, dotąd tłumionego bólem wywołanym opowieścią Chase’a. Mlasnęła językiem i oblizała usta, nie wierząc w sens wypowiedzianych przez siebie słów:
– Ocet?
Cesarz pośpieszył z odpowiedzią, ujmując drżący podbródek dziewczyny.
– Naprawdę chciałaś uciec i mnie zostawić? Czy nie wyśmiałem dostatecznie samurajów i ich idiotycznych honorowych samobójstw, według których ważniejszym było zabić się niż naprawić błąd?
– Chase… – Nie myśląc już nic, upadła przed nim na kolanach, chowając twarz w połach szat wojownika, nic sobie nie robiąc z zakazu nie dotykania go.
– Mój ostatni sprawdzian – westchnął, głaszcząc czoło dziewczyny. – Dzięki Simbie wiedziałem, co chciałaś osiągnąć, dlatego nie potrafiłbym cię skazać na śmierć z podobnej przyczyny co twoich kolegów. Im nie mogłem odpuścić, bo stworzyli sobie w głowach mój ustalony obraz, nie do zmodyfikowania. Nie zaufaliby mi tak jak ty – zamilkł, by osunąć się na podłogę tuż obok Japonki i ją przytulić. – Choć nie wiem jak, naprawdę nie wiem i chyba nigdy nie dowiem, ale sprawiłaś, że jałowe dotąd hasła, frazy oraz filozofie stały się dla mnie żywe i faktycznie oddające rzeczywistość, a nie balansujące na granicy ideałów i banałów. Dawno temu obiło mi się o uszy, że miarą miłości jest gotowość do zmiany siebie na lepsze, a jej głębie odzwierciedla tylko i wyłącznie to, ile się przecierpi i poświęci. P0noć jednym z jej atrybutów jest wybaczenie. A zatem... – zawahał się, po czym uśmiechnął szeroko – ja tobie wybaczam, nie wracajmy już do tego nigdy.
Wtulili się w siebie ciasno, nie przepuszczając ani odrobiny powietrza, wsłuchując w melodie wybijaną przez wzburzone serca. Żebra kobiety pękały od uścisku mężczyzny zdającego się tym gestem odganiać obawę przed nagłym zniknięciem cesarzowej w zaświaty.
– Nie chcę już być sam – wyznał, przyciskając mokre usta do szyi smoka ognia.
Upływające minuty przeistoczyły się w godziny, dni, tygodnie, miesiące, aż wreszcie w lata. Przynajmniej tak twierdził Instynkt najwyraźniej omamiony czarem ulotnej chwili. Jadalnia przybrała postać próżni, w jakiej wygasły prawa natury, poczynając od rozchodzenia się fal dźwiękowych, kończąc na stygnącym biegiem czasu. Kimiko zaprzeczała istnieniu szczęścia ot tak spływającego na śmiertelników, prędzej w coś bardziej abstrakcyjnego – na przykład w wyższy byt ustanawiający w swej mądrości i nietuzinkowości nędzną obmierzłą mniszkę źródłem radości dla Chase'a Younga. Ogarnęła ją błoga senność.
Przylepiła mu policzek do nasady szyi i przymknęła powieki.
– Kimiko, czemu świat nie jest idealny?
Łaknienie wiedzy drzemało w słowach ukochanego, lecz jakiej udzielić odpowiedzi, samej nie różniąc się niczym od zagubionego człowieka? Przyrzekła sobie nie kłamać, a zdobyć się na odwagę i wprawić skostniałe struny głosowe w drgania.
– Twoje wizje, choć piękne, nijak pasują do zmieniającego się tempa dziejowego marszu człowieka. Ludzie kroczą drogą na skróty, a konsekwencją tego jest kształtowanie świata ułudy. Gardzą honorem, cnotami, moralnością i dobrem, uważając je za coś anormalnego. Nic dziwnego, że wszędzie, gdzie się pojawią, sieją zgorszenie, psując to, czego się dotkną. Nie powinieneś brać za nich odpowiedzialności ani otwierać oczy na siłę – tłumaczyła potoczyście, cyzelując refleksje kołaczące po głowie. – Oporność duchowa i umysłowa materiału nie pozwala ukształtować dojrzałej osobowości.
– To co zrobić?
Przeszył ją dreszcz, gdy oderwała się od Chase'a i zajrzała mu w oczy, na dnie dostrzegając palącą potrzebę wskazówek.
– Dać im żyć zgodnie z ich sumieniem – rzekła nieśmiało. – Ci, którzy znajdą w twoich słowach prawdę, zmienią się na lepsze i osiągną szczęście. – Próbowała się uśmiechnąć, ale znając stanowisko Chase'a w sprawach lizusostwa, starła i tak wymuszony grymas, manifestując powagę wyostrzającą rysy twarzy. – Pozostałych pochłonie piekło.
– Czy to znaczy – zaczął powoli – muszę zrezygnować z władzy?
– Nie... – zawahała się, skubiąc rąbek zakrwawionego sukna. – Nie śmiem narzucać ci mojego zdania, nie dziś ani nigdy.
– Do obowiązków cesarzowej należy służyć pomocą.
– A czy cesarzowa nie powinna pozostać cieniem i echem cesarza? – zakpiła.
– E, pierdolenie szowinistów. – Machnął ręką, łagodząc napiętą atmosferę.
Podchwyciła okazję, śmiejąc się dość nerwowo, osuszając policzki z łez.
– Zrób, jak uważasz, kierując się wyłącznie swoim szczęściem. Nie bój się podjąć decyzji, w efekcie której coś utracisz, bo możesz przegapić coś, co podsuwa ci los akurat... teraz.
Odchylił głowę, zamykając ciężko powieki.
– Tak... trwanie przy starym, tylko przez wzgląd na bezpieczeństwo przyzwyczajeń i strach przed nieznanym, nigdy nie wróży dobrego. – Wtem otworzył szeroko ślepia. – Wiesz, dlaczego wyraziłem wczoraj zgodę, żebyś nie brała eliksiru?
Wlepiła w niego wzrok, w pierwszej sekundzie nie rozumiejąc, o co mu chodzi.
– Ponieważ – kontynuował z nieco złośliwym uśmieszkiem – pisząc kodeks, Jebak tak dla jaj zaproponował, żebym umieścił w nim pewien przywilej, który by zrobił mnie w opinii publicznej lepszym władcą. Otóż na kobietach ciężarnych nie wykonuje się wyroku śmierci, dopóki nie urodzą. Dziewięć miesięcy to wystarczająca ilość czasu, by nabrały mocy prawnej ostatnie nowelizacje kodeksu. Kilka zaledwie ustępów, które zmodyfikowałem, dostosowując je pod cesarzową, o jakiej wcześniejsze prawo nie mówiło nic, a nic.
Kimiko odruchowo przyłożyła ręce do brzucha, rozdziawiając usta w zdumieniu. Chase udając, że nie widzi jej reakcji, trajkotał sobie dalej:
– Wszystko, co cię spotkało, miało jakiś cel. Jako władca z trudem godziłem uczucie ze sprawiedliwością, ale nie mógłbym pozwolić na zaszycie ci w macicy jaszczurki. Spokojnie, kotki nie mają nic przeciwko temu. Wprawdzie wybaczą ci dopiero za parę dekad, ale w gruncie rzeczy cieszą się z takiego rozwiązania. Prorokowały, że jeszcze rok, a postradałbym zmysły.
– Czy to znaczy...? – Wzdrygnęła się.
Pogłębił lisi uśmiech.
– Chciałbym, żeby nasze dziecko urodziło się z miłości, dla miłości.
Kimiko ni to pisnęła, ni westchnęła. Zakleszczyła dłonie na ramionach Jego Wysokości.
– Czym sobie zasłużyłam? – wyjęczała, nie wierząc w to, co się działo.
– Żebym sam wiedział. – Swą niepewność podkreślił wzruszeniem ramionami. – Ale czy to musi być zawsze logiczne i uzasadnione? Możliwe, że kotki się myliły. Ja już oszalałem.
Dziewczyna zasłoniła usta dłonią, ślepa, głucha i niema, analizując bez ruchu każdy szczegół historii. Chase nie dał jej tkwić długo w tym stanie, upominając się wyegzekwowanie obietnicy złożonej przed godziną.
– Otrzymałaś pełny obraz. Teraz powiedz mi, jakim widzisz mnie człowiekiem? – powiedział, zrazu się spinając i patrząc z trwogą na ukochaną.
Ona zaś odsunęła się od niego, padła na kolana i wybiła pokłon do ziemi.
– Jesteś doskonałym strategiem, wielkim władcą i wspaniałym człowiekiem.



~Koniec~


To teraz trzeba by napisać jakąś krótką, zwięzłą i na temat notkę pożegnalną, ale jak krótko, zwięźle i na temat napisać to, co czuję?
Równo trzy lata, 44 notki, bodaj 500 stron zapisanych ze śmiechem, podjarką, chamikopodjarką, krwią, łzami, żalem albo złością. Kilkudziesięciu różnych bohaterów, w wuj scen, wątków, pomysłów nakładających się jeden na drugi, tkana gęsto wraz z każdym rozdziałem sieć intryg i emocji. Nieprzespane noce, zawalone sprawdziany, a potem kolokwia. Multum inspiracji, wiedzy, researchu. Marzeń i rozczarowań. Tyle opinii, wspomnień radosnych i przykrych, doświadczeń budujących i krzywdzących. Niemal 150 tysięcy wyświetleń. A ostatecznie epilog. A także wspaniali ludzie, tu z Polski i kilku z zagranicy (sic! ;q), a wśród nich moja chamikowa siostra. Tak, trzy lata temu podjęłam jedną z lepszych decyzji w życiu. Śmieszy mnie, że IW miała być krótkim projektem, a skończyła się trzyletnim ogromem pracy, podczas której wiele się nauczyłam. Po części czegoś o sobie, po części o ludziach. Pisanie swoją drogą. Na podstawie tych 44 notek można niby prześledzić, jak zmieniał się mój styl, sposób kreowania fabuły, kiedy tryskałam weną, a kiedy pisałam tylko po to, by czytelnicy się nie zawiedli. Po wątkach opowiadania da się przeanalizować, jak ja się zmieniałam. Historia wsiąkła we mnie i chyba długo pozostanie mi w sercu. Choć z punktu widzenia czasu sądzę, że wiele początkowych rozdziałów bym po prostu ulepszyła.
Cieszę się, że dotrwałam, że się nie poddałam. Bez względu na to, jak Wy teraz widzicie Inną Wersję, muszę powiedzieć, że była to świetna, pouczająca przygoda. Publikowałam ostatnią część z żalem, że się kończy, a równocześnie radością, ponieważ dotrwałam, tak jak sobie obiecałam.
Z drugiej strony przykro mi, że wielu czytelników nie dotrwało wraz ze mną do epilogu, nie poczekało, tak jak prosiłam, nie dało mi szansy. Uciekło też sporo obserwatorów. Nie przeproszę ich za to, co pisałam. Przeproszę za to, jak pisałam. Moje umiejętności nie nadążały widać za ambicjami.
Cóż, ostatni rozdział miał rzucić na opowiadanie nowe światło, tak aby można je było przeczytać raz jeszcze (taaa, inspiracja horrorem Inni. Nawet tytuł podobny xD). A przekaz IW? To, co mówił Chase, seksy nie są miarą miłości, a swoim opowiadaniem chciałam wykpić szkodliwy pogląd, że miłość głęboka i prawdziwa urzeczywistnia się w właśnie w nim. Wybaczenie, poświęcenie, odpowiedzialność, szczerość, cierpliwość i wierność – TO są przymioty chamiko… e, znaczy... prawdziwej!, prawdziwej miłości!
Oczywiście może być tak, że ktoś stwierdzi, że wyszło mi naiwnie i takie mam, ale już wuj. xd
Przypuszczam, że za dużo teraz wymagam, ale chciałbym, by każdy czytelnik, który wytrwał, napisał choć słowo o tym, co myśli. W zasadzie teraz macie pełnię obrazu oraz stuprocentowe prawo oceniać opowiadanie, jak sobie życzycie, bo historia została zakończona i z mojej strony pozostanie zaakceptować to, jak ją odbieracie.
I ten, czy jeszcze kiedykolwiek napiszę opowieść dorastającą do Innej Wersji? Chase i Kimiko, Heylin Pałac, koteczki, Chiny… o tym można tworzyć i tworzyć, lecz czy uda mi się stworzyć coś równie zawiłego, zmuszającego do wytężania komórek przy czytaniu długich zdań i zawierającego tyle tropów? xD
Powinnam pewnie wygłosić jeszcze coś krzepiącego, ale dobra, co ja Wam tu będę bredzić!

Co sądzicie o krótszych lub dłuższych shotach do IW? Pisałabym je tu, ewentualnie na Chamiko Oneshots. Bo wiecie, mogłabym stworzyć coś w stylu drugiej serii, ale chyba kolejnej 44 rozdziałowej historii nie zdzierżylibyście. xd
*Mam ostatnią prośbę, dajcie czasem w komciu znać, co sądzicie o naszych shotach. Layali i mnie byłoby miło, gdybyśmy dostawały choć minimum odzewu co do naszych prac. Szczególnie mojej kochanej sis, która tworzy tam prawdziwe tasiemcowe perełki i, co tu owijać w bawełnę, jest najlepszą Xiaolin (!) pisarką w tym kraju, a co za tym idzie na świecie (serio, wiem, co mówię, bo osobiście przeorałam wzdłuż i wszerz wszystkie możliwe fiki. Nie ma nikogo lepszego).*
Do zobaczenia na Bibliotece, i na… www.las-smoka.blogspot.com (tak, owszem, zgadza się, opko o Chamiko, bo ja o niczym innym nie potrafię już pisać xD).
Dziękuję za wszystko, kocham Was i niech Chamiko będzie z Wami!




PS: A co, jeśli Chase nadal gra i wszystko co powyżej jest ściemą?

13 komentarzy:

  1. No. Z zamkniętymi oczami zjechałam na dół. xd Zaklepuje sobie miejsce.

    OdpowiedzUsuń
  2. Trochę mi smutno, że to już koniec, ale wiadomość o shotach mnie pocieszyła xd obserwuje twój blog od ponad dwóch lat i zawsze z niecierpliwością wyczekiwałam nowych rozdziałów <3 przyznam,że to najlepszy blog jaki czytałam <3 podobała mi się zawiła i skomplikowana fabuła i sam wątek miłosny ( a jestem osobą która nie znosi romansów) dla mnie był fenomenalny :) życzę weny i więcej pomysłów na nowe chamiko historie :)
    Aziza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, że to napisałaś. :D Chciałam stworzyć inny romans, z miłości niby niemożliwej i niezdrowej, a przy tym jakieś inne wątki - fajnie, że ktoś to kupił. :D Mam olbrzymią wenę na takie shoty, dlatego polecam Bibliotekę, bo ostatnio zwiększa nam się aktywność. :D
      Pozdrawiam <3

      Usuń
  3. Och. A więc koniec nareszcie nastał.:
    Nie spodziewałam się jedynie ze tak szybko... A również i zakończenie mnie zaskoczyło, naprawdę myślałam, że Kimiko najpierw wypije truciznę, a zaraz po niej zrobi to Chase... Ewentualnie Chase z żalu popełni samobójstwo, a zaraz po tym dołączy do niego Kimiko. Cóż, zaskoczenie było niezłe ~
    Jak już kiedyś wspomniałam, nienawidzę Chamiko. Khem, tzn oprócz Twojego xd
    Już kiedys się tu wypowiadalam na temat jak tu zawędrowałam itd, więc nie będę się już zbytnio powtarzać.
    Aczkolwiek~
    Kocham to, ubolewam całym swoim serduszkiem, że to już się kończy ;-;
    Jedynym pocieszeniem są przyszłe chamiko (ćśś...). IW była wspaniała. Serio. Mocno, mocno przeżywalam to, tworzyłam w myślach fanfik do IW,czyli robiłam cos, co robię zazwyczaj przy najfajniejszych dziełach, ktoŕe czytam/oglądam. Zwłaszcza ze IW poruszyła moje serduszko, boski Chase, ludzka Kimiko. No cud, miód i orzeszki!
    Pozostaje mi czekać na kolejne twory i mam nadzieję, że weny nigdy Ci nie zabraknie ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Twoja opinia to już w ogóle mnie cieszy, bo stoisz po drugiej stronie barykady, a mimo to dałaś mi szanse i nie chcesz obrzucić teraz pomidorami czy coś! xd

      Dziękuję ślicznie, oby moje następne twory były zdecydowanie lepsze. ;D
      Pozdrawiam! <3

      Usuń
  4. chyba sobie żartujesz z tą końcową sugestią, co? napisałaś taką piękną wersję Chase'a żeby mi znissczyć swiatopogląd o "laskach nawaracających facetów, bo ci umierają z miłości" to były piękne 44 rozdziały, ale błagam zostańmy przy tej ilości (no chyba, że chcesz jeszcze napisac coś krótkiego o ich dzieciach haha)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z niczym nie żartuje, jest jak jest. :D He, ciekawe, ilu osobom mogłam zniszczyć światopogląd w wielu sprawach poruszonych na tym blogu. xd
      Może powinnam zaokrąglić do 50? XD Wiesz, to będą shoty bardzo niezobowiązujące. Jak ktoś chce końca historii na tym etapie - nie chcę mu jej niszczyć. Ale kusiło mnie napisać 2 serię, jednak wiem, że może być ciężko zaczynać taki duży projekt, bo... życie ;-; Z drugiej strony boli mnie serce na myśl, że nie pokażę Wam tych pomysłów na to, co może być dalej... Za bardzo przywiązałam się do tych bohaterów xD
      Pozdrawiam <3

      Usuń
  5. Skomentuje jutro, ale tymczasem: Czy można uznać tym samym, ze Kimiko jest nieśmiertelna?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak podpowiada Ci intuicja czytelnika? ;D

      Usuń
  6. O kurde, siostro. Rozwaliłaś system. Co jak co, ale "szczęśliwego" zakończenia się nie spodziewałam. Naprawdę. I genialnie wymyśliłaś to z punktem widzenia Chase. Jak czytałam to, aż szczęka mi opadła. Tak pięknie wszystko zaplanowałaś. Majstersztyk. Genialnie zakończone opowiadanie. I faktycznie, czytając je od nowa na pewno każdy teraz będzie zwracał uwagę na zachowanie Chase.
    Że on to wszystko przewidział na samym początku. W sumie jakoś to mnie nie dziwi.
    Pamiętam jak przez całą historię cały czas zmieniałam o nim zdanie. Raz go lubiłam, raz był dla mnie zagadką, nie raz życzyłam mu śmierci. Był tak skomplikowaną postacią jak na faceta przystało! Po tym wszystkim jak wyjaśnił co czuł, co myślał, co knuł, przyznam szczerze, że nie opowiadał to tylko Kimiko, ale też mi. Przekonywał mnie do siebie. I te pytanie na koniec "Teraz powiedz mi, jakim widzisz mnie człowiekiem?" Serio, takie podsumowanie całego opowiadania, całej historii i zmusza do przemyślenia pewnych kwestii.
    Plus, trochę wzruszył mnie moment o tym, jak Chase wyjawił co szepnął na ucho Hisoce. "Twoja śmierć ja ocali" A ona mu to wybaczyła. No kurcze, to takie pięknie i tragiczne zarazem. Przeczytałam to rano na zajęciach, a dalej jak o tym myślę, to w mojej głowie odbija się jedno wielkie "wooow". :D
    Także szacun <3
    Plus, chce jeszcze dodać, że niesamowicie podziwiam Cię, za Twoje starania przy tym opowiadaniu, a szczególnie chodzi mi o różne ciekawostki dotyczące Chin. Powiem Ci, że paru rzeczy i ja się nauczyłam ^_^
    Na koniec powiem, że nie dodawałabym szotów do tego opowiadania, a przynajmniej nie takich gdzie głównymi bohaterami jest Chase i Kimiko. Np o Jebaku coś - spoko. Ale tą historię dla mnie zakończyłaś w idealnym momencie. Po prostu perfekcyjnie :D

    Drugiego bloga postaram się ogarnąć w niedługim czasie. Mam jeszcze sporo zaległości. :D

    Pozdrawiam i weny <3333

    IW zostanie w mej pamięci. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! A wiesz, że jesteś najdłużej czytającym mnie czytelnikiem? xD Fajnie było tak plątać fabułę, choć nie wiem, jakim cudem sama się w niej nie pogubiłam. xD

      Usuń
  7. Witam, zapraszam do nowego katalogu opowiadań! Zaszczyć katalog zgłoszeniem bloga i pozwól mu się stać bohaterem pierwszego posta! Zapraszam na
    http://katalog-szuflada.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Dzień dobry!
    Nie wiem, czy widziałaś, ale ten rozdział zdobył najwięcej głosów w ankiecie na Rozdział miesiąca.
    Post znajdziesz tutaj.
    W związku z wygraną proszę o przesłanie pliku na maila (villemoria@gmail.com), abym mogła opublikować epilog na naszej stronie głównej :)
    Pozdrawiam serdecznie,
    Ayame
    Katalogowo

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Prawa autorskie

Wszelkie zamieszczone na stronie teksty stanowią wyłączną własność ich autorki – Raylie. Kopiowanie, zmienianie i rozpowszechnianie tekstów w innych celach niż użytek własny jest zabronione i podlega karze zgodnie z: Dz. U. Nr 24, poz 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.