czwartek, 10 listopada 2016

Smok i feniks





– Co? Nie możesz się doczekać?


Pozostałe dwa tygodnie upłynęły Kimiko – określającą ten okres pałacowego bytowania mianem szczęśliwy, lub przynajmniej znośny – na przyjemnych zabawach z Chase’em, nauce cesarskich obowiązków i treningach. Regularnie powtarzająca się, codzienna sekwencja zajęć rozciągnięta między dwoma punktami, wschodem a zachodem słońca, zaowocowała zgodną konkluzją: niegdyś oboje trwonili energię na pozornym zdobywaniu się, czyli na pettingu oraz okazyjnym obciąganiu, słowem pieszczotach wcale ich do siebie nie przybliżających. Teraz zużywali ów młodzieńczy zapał i głód poznania na realnym obnażaniu przed drugą połówką świata ich prywatności, zbioru marzeń i lęków, przyzwyczajeń i nudy. Pozwalali wtargnąć weń, przeniknąć siebie nawzajem.
„Zdumiewające”, dochodziła do wniosku, „jak fizyczne odseparowanie pomaga dojrzeć, zobaczyć sprawy w wyraźnym świetle, poczuć grunt pod stopami, obrać nową ścieżkę”.
Tryskała przygasłą w tych ponurych okolicznościach radością wynikającą z odkrycia owego ciągu przyczynowo-skutkowego, powzięcia logicznych stwierdzeń. Poznała prawdę o swej niewątpliwie kłopotliwej miłości; zaakceptowała grunt, na jakiej ona wyrosła; oddzieliła chcicę od faktycznego przywiązania. Nareszcie mogła powiedzieć, że wie, czego chce i dokąd zmierza. A chciała umilić swemu panu…
– Nie – zreflektowała się. – Nie panu, ukochanemu.
…ostatnie dni, okazać miłość bezinteresowną i szczerą, przypuszczalnie naiwną, lecz absolutnie oddaną. Służyć wszak cesarzowi to jak oddawać cześć Niebu i Ziemi! Obserwator patrzący z boku na tę spokojną, nieco melancholijną twarz, a także stale wysypujące się z ust hasło: „za szlachetny, by żyć w tym okropnym, zdradzieckim świecie”, oceniłby dziewczynę niepochlebnie, wytykając obłudę, ale ona wiedziała, co przystoi w jej sytuacji. Nikt nie mógł potępiać Japonki, ponieważ nikt nie przebył tej drogi co ona. Łatwo oceniać, kiedy spogląda się na cudze sprawy z bezpiecznej perspektywy. Kimiko dążyła wyłącznie do odzyskania równowagi między uczuciem, a obowiązkiem. Jeżeli więc istniała miłość prawdziwa i głęboka, wznosząca kochającego ponad własny egoizm czy niedoskonałość, dobrze było pożyć tych parę tygodni ze świadomością kochania niż zginąć jako więzień wzburzonej seksualności. Zdawała sobie sprawę, że wpadła w sidła miłości niemoralnej w heylińskim pałacu, pozornie bowiem piękny budynek skrywał w labiryncie intryg zepsucie. Na przekór siedliskowi rozpusty, choć ta jej zakazana miłość do pana domu mogła iść w parze z uciechami zmysłowymi, całkiem nieźle radziła sobie bez nich, gdyż nie zależała od miłości fizycznej, a inaczej mówiąc, nie potrzebowała jej. Zażyłość intelektów i szczerych uczuć jawiła się o wiele namiętniej niż perspektywa przyziemnego seksu.
Prawda zatem opowiadała się jednoznacznie po stronie Kimiko. Prawda wedle swej natury jest bolesna, nieustępliwa i surowa, burzy ustalone porządki, kruszy najtwardsze serca, ale gdy uderzy, zmusza do powzięcia określonych działań. Prawdę przyjmuje się tym gorzej, im głębiej grzęźnie się w brudzie błędów. Prawdę odpycha się od siebie tym gorliwiej, im bardziej uznaje się ją za bezsprzeczną, a co za tym idzie niewygodną. A prawda dla zagubionej mniszki oznaczała pogodzić się z oczywistością: miłości do cesarza i obowiązku wobec niedobitków klasztoru nie da się pogodzić inaczej jak przez narzucenie sobie roli biernego obserwatora wydarzeń biegnących swobodnym rytmem.
– O czym tak myślisz, smoku?
Wróciła na ziemię. Spojrzała znad książki z pogodą ducha rysującą się w oczach.
– O przyszłości – wypaliła prostolinijnie.
Chase w odpowiedzi sparodiował reakcję wścibskiej sąsiadki, która właśnie odkryła, że sąsiadka nawiązała romans z listonoszem.
– Hoho, podziel się wnioskami!
– Hmm, żadnych wniosków nie wyciągnięto. Snułam marzenia o naszym wspólnym życiu.
Z podziwem uświadamiała sobie, że opanowała do perfekcji sztukę kłamania, co szło jej równie naturalnie co oddychanie.
Mężczyzna z lisim uśmieszkiem nachylił się nad nią. Oczy płonęły mu żądzą wiedzy.
– Jakie marzenia?
Kimiko odwzajemniła się enigmatycznym wyrazem twarzy, skromnie spuszczając oczy.
– No… marzenia jak marzenia. Nic specjalnego.
– Nie drocz się, chcę wiedzieć – nalegał, zbliżając rękę do policzka Japonki, aby go pogłaskać.
Odwróciła się, ukrywając przed jego świdrującymi ślepiami.
– Głupie mrzonki, zresztą nie musisz znać każdego mojego sekretu. To nawet niewskazane. Nikt nie powinien badać do cna drugiej osoby, bo gdy tak się stanie, więdnie ochota przedzierania się i poznawania...
Objął ją w talii, przyciskając usta do barku nieprzesłoniętego hanfu.
– W porządku… – wyszeptał. – Choć wydawało mi się, że trzeba nam się siebie nawzajem nauczyć. – W końcu zajrzał w błękit oczu wybranki. – Miej sobie sekrety pod warunkiem, że nie planujesz obalić mnie czy coś.
Serce Kimiko zabiło mocniej. Pomimo iż figlarny ton głosu wykluczał jednoznaczne stwierdzenie pierwotnego znaczenia sensu słów – co znaczyło, że należało je odczytywać w kategorii żartu – wystraszyła się. Na szczęście Chase wrócił do lektury, nie wiedząc (lub udając, że nie widzi) grozy na parę sekund kurczącej mięśnie twarzy dziewczyny.
„Jestem przewrażliwiona”, uznała, wracając do swojej książki.
Czytali, lecz tym razem odpuścili sobie klasyków chińskiej literatury. W odpowiedzi na zarzut Kimiko – jakim niegdyś uraczyła Younga, czy kiedykolwiek sięgnął po lekką i przyjemną pozycję do tramwaju – raczyli się sympatycznymi tekstami z kanonu dzieł grozy.
– Jak twoja książka? – zagadnął.
– Super. Facet, który stawił czoła armii zombie, umarł na zawał, targując się o pomidory.* – Z trudem zachowała powagę, ujrzawszy troszkę złośliwą minę Chase’a.
– O, to ja studiuję zaiste interesujący fragment: na oczach bohatera nawiedzona pościel gwałci mu żonę** – odrzekł, upijając smoczy eliksir.
Po obiedzie odpoczywali na leżankach zwróconych wezgłowiami do siebie, leniąc się za wszystkie czasy. Milczeniem posługiwali się jako środkiem komunikacji, ale po kilkunastu minutach Kimiko spróbowała rozśmieszyć wojownika, strojąc głupie miny znad swej poduszki; poruszała brwiami, na ile pozwalały jej mięśnie twarzy, wydając przy tym różne odgłosy. Wachlujące ich służące co jakiś czas parskały, jednak adresat osobliwych umizgów początkowo zastosował postawę pasywną, obserwując wyczyny kochanki z ustami przyciśniętymi do własnej poduszki. Wreszcie nie wytrzymał, musiał schować uśmiech za rozkazem wydanym najbliższej stojącej pokojówce. Wesoło zakomunikował, aby przyniosła kwadratową miedniczkę wypełnioną winem i ustawiła między nim a panią Lan Long.
Służąca spełniła polecenie. Zerkając pod kątem na jasnoczerwony płyn, Kimiko zachwyciła się odblaskami odbijającymi od jego powierzchni na wzór płatków złota. Posłała swemu panu pytające spojrzenie, a on bezceremonialnie odpruł jedną z pereł z jej króliczego stroika. Umieścił klejnot na krwistym lustrze; zadrżał, zanurzył się i wypłynął z powrotem. Chase dmuchnął w perełkę, która, kontrastując z tłem, utworzyła za sobą warkocz niby gwiazda schodząca z nocnego firmamentu. Japonka zrozumiała zasady gry, nie dopuszczając, żeby kuleczka uderzyła w ścianę naczynia. Nabrała powietrza, uformowała usta we wdzięczny dziubek i skierowała ciepły strumień na chwiejącą się na tafli perełkę.
Walczyli zaciekle, nie pozwalając sobie na choćby moment rozproszenia. Ich głowy chybotały się na karkach, kiedy tak wymieniali się lśniącym klejnotem, rozcinającym powierzchnię wina drobnymi ściegami.
– Oszukujesz, Wasza Wysokość! – wydyszała, odparowując niespodziewany atak, który prawie zakończył się dla niej porażką.
– Niby jak? – zaperzył się, traktując lżejszym dmuchnięciem perłę tak, że zatrzymała się ona w miejscu, obracając chwilę wokół własnej osi. – To przecież ty zamierzasz odciągnąć moją uwagę tym kusząco odkrytym dekoltem! – Poruszał aluzyjnie brwiami.
– C-co? – Zarumieniła się na myśl o biuście dogodnie wystawionym na widok władcy.
Machinalnie spojrzała w dół, a wtem przeciwnik wykorzystał okazję. Do uszu dotarł brzęk szlachetnego kamienia uderzającego o miedniczkę z laki.
Zabuczała jak rozkapryszone dziecko.
– Nie bulwersuj się. Weź perełkę w usta i mi ją podaj.
Zaaprobowała prośbę, wiedząc, że nie może mu zupełnie wzbraniać fizycznego kontaktu. Udając wstydliwy opór, wyłowiła białą kulkę. Kubki smakowe drętwiały od rozkoszy słodkawego wina. Nadal leżąc, wydłużyła szyję. Spod półprzymkniętych zmysłowo powiek dostrzegała, jak rozpala wyobraźnię Jego Wysokości. Zawisła nad naczyniem z winem; obnażona nasada miękkich jak śniegowe kulki piersi wylewała się z mocno zaciśniętego pasa bielizny, co nadawało im wyglądu pełniejszych. Chase nakrył wargi Kimiko swoimi, czubkiem języka obramowując dokumentnie kształt darowanego mu klejnotu. Przechwycił szybko perłę, przerzucając ją w szczelinę między zębami a policzkiem. Złapał Japonkę za kark, zmuszając, by nieco się podniosła i żeby samemu mieć dogodniejszą pozycję do pocałunku. Służące, nieprzerwanie poruszając okrągłymi wachlarzami zamocowanymi na długich trzonkach, przypatrywały się ich zabawie, bojąc się choćby kichnąć. Znaczyły tyle co meble, a meble nie przeszkadzają w tańcach godowych smoka i feniksa.
Cesarz oderwał się od pani Lan Long, wypluwając perełkę do miednicy z winem, wciąż bielącą się nieskalaną czystością. Obdarzył kobietę na poły ciekawskim, na poły kpiącym spojrzeniem. Rumieńce na szyi, a także policzkach ogromnie go cieszyły.
– Zadowolony? Zamoczyłam się! – wychrypiała, celowo wulgaryzując swą reakcję.
– Ty? Taka niedostępna i niedotykalna? – zdziwił się, w dalszym ciągu szczerząc zęby. – Nie wierzę ci. Chodź, sprawdzę.
Na te słowa, śmiejąc się nerwowo, zeszła z leżanki i zwróciła się ku drzwiom. Chase poszedł jej śladem, powolutku zmniejszając dystans między nimi. Kimiko odruchowo wybiegła z komnaty, gotowa na zabawę w ganianego.
– Smokożerca! – krzyknęła do niego – Łapiesz!
Zdecydowanie ten okres zaliczała do najlepszego w egzystencji napiętnowanej niepewnością i cierpieniem. Swoboda dodawała skrzydeł, a miłość grzała serce, promieniując na zewnątrz, objawiając się nieskrępowanym zachowaniem. I choć zdawała sobie sprawę, że nie powinna tak lekko podchodzić do epilogu życia, to nie tracące na sile wrażenie mruczącej u jej stóp śmierci pozwalało rozwiać lęki, niszcząc apoteozę ograniczeń. Uczeni twierdzą, że szczęście człowieka wypływa i przenika się z pewności wobec przyszłości. Zakładając, że ich filozoficzne frazesy znajdowały odzwierciedlenie w rzeczywistości, Kimiko czuła się najszczęśliwsza, stojąc właśnie na twardo ubitym pewnością gruncie. Poznała wszak przyszłość, a skoro pozostawała w stosunku niej bezbronna, chwytała się teraźniejszości. Odrzucała możliwość wpływu na jakiekolwiek wydarzenia. Śmierć rosła wraz z nią, towarzysząc od chwili przegranego pojedynku, złożenia księciu ciemności przysięgi poddaństwa, pracy w kuchni, codziennego obcowania z kocimi niewolnikami. Śmierć groziła zawsze, datując się już od narodzin. Zatem życie smoka ognia i miraż jego śmierci szły wraz z sobą linearnie; jedna siła ścierająca się z drugą. Nie widziała powodów bać się czegokolwiek. Zdążyła kochać, więc żyła naprawdę. Niczego już nie oczekiwała. Teraz umrze w ramach pokuty, a razem z nią władca-uzurpator. Śmierć przyniesie pocieszenie strapionym poddanym, kładąc kres dziwnej, sześcioletniej ery w dziejach świata.

***

W dniu ceremonii Lotos na czele oddziału pokojówek szykowała się obudzić panią skoro świt, w porze królika. Odsłaniając muślinowe zasłonki, spodziewała się zastać ją pogrążoną w zdrowym śnie, z rozdziawionymi ustami, zaślinioną poduszką i skołtunionymi włosami. Lecz ona nie spała; przytulała Simbę wiernie czuwającego przy łożu z plecionego bambusa. Uśmiechała się do kobiet obojętnie.
– Co tak długo? – spytała.
Lotos ostrożnie postąpiła parę kroków w jej stronę.
– Czy zechce pani zjeść teraz, czy po kąpieli?
– Teraz. W wannie się odstresuję, a śniadanie uleży mi się w żołądku.
Służące nie mogły oprzeć się wrażeniu, iż pani w ogóle się nie stresuje (a przynajmniej nie koronacją), jednakże niczego nie komentowały, ograniczając się wyłącznie do przytakiwania i precyzyjnymi, wprawionymi ruchami zajęły się powierzonymi im obowiązkami. Nakarmiły ciało potulnej Lan Long, której duch dryfował się gdzieś w obłokach, potem wykąpały w wonnych olejkach i ekstraktach z kory cedru. Staranie namydliły i spłukały każdy centymetr kwadratowy białej skóry, wydepilowały ją oraz nabalsamowały. Paznokcie pokryły lakierem koloru przejrzałej wiśni, włosy zaś zawinęły na specjalne deseczki, a grubsze kosmyki oplotły na konstrukcjach z brązu, spinając je tysiącem szpilek o rubinowych łepkach ze zwisającymi z nich sznurkami pereł i kuleczek ze złota. Przyodziały w hanfu składające się z kilkuwarstwowych brokatowych i jedwabnych szat, wieńcząc efekt czarną peleryną podbijaną lisim futrem, na której po zewnętrznej stronie pysznił się wyszyty złotym haftem feniks.
Kimiko mniej więcej w połowie długich przygotowań ocknęła się, niczym dziecko przyjmując w gruncie rzeczy banalne zabiegi, jakby nie istniało nic bardziej interesującego. Z zapartym tchem liczyła szpileczki przypinane do fryzury; chichotała, kiedy perfumowano siedem otworów jej ciała; z uwagą przyglądała się buteleczkom z jaskrawych szkiełek ze specyfikami służącymi urodzie. Po namyśle porównała ten stan do trawionego chorobą człowieka, który zdaje sobie sprawę, że lada chwila dolegliwości się zaostrzą, toteż oddala wizję ataku, byleby paroksyzm przebiegł jak najmniej dotkliwie.
Lotos osobiście upudrowała twarz pani, uczerniła jej brwi kawałkiem suchej paulowni, a na usta nałożyła grubą warstwę szminki. Dwie inne służące postawiły przed Japonką masywne lustro. Nie szczędząc pochwał, oświadczyła, że wykwintne ozdoby i makijaż wcale nie psują naturalnych wdzięków, przygniatając je cesarskimi utensyliami. Heylińskie pokojówki na płótnie urody Kimiko namalowały przepiękny, bezpretensjonalny obraz dystyngowanej damy, przyszłej władczyni świata, Córki Niebios.
Zabiegi pochłonęły cały dzień. Dopiero o zmierzchu, gdy szambelani biciem w gongi ogłosili, że oczekuje ją orszak, mogła podnieść się z fotela, zwracając ociężałą od klejnotów głowę w stronę przeznaczenia. Przenikniętym żalem głosem poprosiła, by panie na moment wyszły, a kiedy została sama – zamiast w zgodzie ze sprzedanym im wytłumaczeniem odetchnąć po raz ostatni w tej sypialni – rzuciła się do nocnej szafki, gdzie zeszłego wieczora ukryła narzędzie zbrodni. Pod kilkuwarstwową odzieżą nikt nie zauważy nadprogramowego wisiorka. Spięła go na szyi, starannie chowając lodowatą buteleczkę w szpalerze piersi, a łańcuszek za szwem kołnierzy.
– Czy dokonacie tego jutrzejszej nocy? – spytała siebie samą w ulotnej nadziei, że pustkę niepewności rozproszy światło gwarancji co do zamiarów buntowników.
W sali recepcyjnej czekał na nią Simba, który miał towarzyszyć przez podróż z gineceum do sali tronowej. U wyjścia paradnego pałacyku stał zaś Crove w asyście dwudziestu innych kocich wojowników, a także dostojników, łuczników, koni, trupy muzycznej i tancerzy. Powitał młodą panią, pochylając się ze złączonymi dłońmi, powierzając ją Niebu, Ziemi oraz swemu lojalnemu sercu. Nie rozumiała, dlaczego na ten gest oczy zamgliły jej łzy wzruszenia. Przyjmując pomoc mężczyzny zasiadła w palankinie, a gdy dołączyło do niej lwiątko, zarzucono żółte woalki z muślinu. Wojownicy podnieśli lektykę. Rozpoczęła się eskorta Jej Wysokości do tęskniącego pana dywanami irysów i róż, przez schody o szlachetnych proporcjach, między portale i przepierzenia udekorowane wizerunkiem feniksa. Czerwony blask rzędów lampionów rozświetlał drogę orszakowi. Posuwali się naprzód wstęgą mieniącą się przepychem. Przed cesarską lektyką paradowali mężczyźni na koniach – wielcy bibliotekarze, intendenci, łucznicy, chorąży i uczeni. Za nią kroczyli wesoło muzykanci i tancerki, obwieszczając tym murom niesamowitą wieść: oto nadciąga cesarzowa, niegdyś konkubina, dawniej kucharka-niewolnica, a jeszcze wcześniej mniszka; rozkazem Chase’a Younga najpotężniejsza kobieta w Imperium! Pochód zamykali słudzy w szafirowych tunikach, niosący w dłoniach okrągłe wachlarze na długich trzonkach przybrane piórami bażantów. Za nimi szły tygrysy i lamparty, strusie i pawie oraz pandy z cesarskich zwierzyńców.
– To wszystko jest i tak bez znaczenia – szeptała do Simby wystraszonego otaczającym ich splendorem.
Głaskała zwierzaka, zastanawiając się, czy Chase wyniesie ją do godności cesarzowej pod imieniem Kimiko, czy też Lan Long? Usta wykrzywił jej kwaśny grymas. On nigdy nie nazwał upadłej wojowniczki prawdziwym imieniem, zawsze tytułując ją smokiem ognia albo kurwiątkiem. Odrzuciła tę głupotę, stawiając ważniejsze pytania: czy zdoła niepostrzeżenie schować truciznę w nowych komnatach? Czy przełamie własne opory i ulegnie cesarzowi? Wskazówki nieubłaganie odmierzały godziny, a los wciąż nie przyniósł odpowiedzi, co robić.
– I czy to naprawdę stanie się jutro?
Pierwszy raz od dawna obleciał ją strach. Nie musiała odganiać wizji przyszłości, ona już pukała do drzwi! Zatrzęsły jej się uda, spięły mięśnie nóg. Dziś odbierze pieczęć cesarzowej, a jutro założy jej czepiec, fengguan, bijąc pokłon tabliczce upamiętniającej anonimowych przodków Younga. Między tymi dwoma wydarzeniami przewidziano ucztę dla dworzan i wojowników, ceremonialny łyk wina dla każdego mieszkańca pałacu. Według etykiety trzeciego dnia cesarz i cesarzowa powinni spożyć wspólną wieczerzę, a kiedy w nocy udadzą się na spoczynek, oficjalnie położą kres głównym uroczystościom koronacyjnym. Rozpocznie się okres dwutygodniowych zabaw trwający aż do kolejnej rocznicy przejęcia władzy. Lecz świata Chase’a już nie będzie. Ich świata. Fatalizm zmiecie cesarską parę z chwalebnych kart historii.

***

Elita żołnierzy opuściła palankin na ziemię. Głuchy odgłos wybudził Kimiko z letargu. Ucichła radosna muzyka wybijana na bębnach, wygrywana na trąbkach. Kobieta mie rozumiała powodu, dlaczego trzęsły jej się usta. Ukryła zwilgotniałe dłonie głębiej pod szerokimi rękawami. Simba łapami opierał się o kolana pani, jakby świadomie błagał, by nie opuszczała bezpiecznego schronienia na wezwanie Crova.
– Musimy iść – syknęła. – Stawić czoła tym ludziom…
Zadarto woalki. Koci wojownik ponownie wyciągnął rękę, służąc pomocą, mimo że wiedział, iż ta wysztafirowana piękność – dzieląca z nim pasję wojaczki – bynajmniej tego nie potrzebowała. Etykieta żądała jednak ściśle ustalonego postępowania.
Obie stopy Kimiko dotknęły podłogi, a Gwardia Cesarska pochyliła się, jakby wyrażając chęć obsypania ich pocałunkami. Japonką targało uczucie w żadnym razie niej przypominające satysfakcji. Widok kocich niewolników zginających pasa przed dawnym wrogiem z Xiaolin budził raczej coś z pogranicza zawstydzenia a wstrętu wobec własnej podłości.
„Moje kiciusie, oni planują zabić was i waszego pana…! Obudźcie się, zobaczcie, bo mnie nie wolno nic powiedzieć!”
Ocean dostojników zalewających pustą zwykle przestrzeń otaczającą schody prowadzące do sali tronowej kazał odegnać od siebie tę nieartykułowaną prośbę. Kimiko odniosła wrażenie kurczenia się w szatach, choć stanowiły one swoisty pancerz chroniący rozdygotane mięśnie. W milczącym skupieniu, drobnymi kroczkami, tak jak to wypada dostojnym damom, rozpoczęła najdłuższą wspinaczkę po tych stopniach. Tylko myśl o posuwającym się za nią, równie zmieszanym Simbie powstrzymywała ją przed ucieczką od odstrzału zazdrosnych spojrzeń. Wkrótce szefowie filii, ambasadorzy, urzędnicy zostaną jeśli nie zdetronizowani, to zredukowani w ilości. Polityka Younga do tego właśnie zmierzała. Liczono się z możliwością, że w łonie tej ślicznej, obdarzonej najwyższą łaskawością pani przypuszczalnie dojrzewa smocze nasienie. Książę lub księżniczka gotowy strącić z podestu łasych na bogactwo urzędników. Każdy krok ciążył Kimiko, lecz szła dzielnie naprzód, ociężała od szat i klejnotów, wzdłuż tunelu stworzonego ze ścian z żywych ludzi trzymających w rękach chorągwie z gadzim okiem, tygrysami lub purpurowymi feniksami.
Schody skończyły się, wyrosły przed nią wrota ozdobione makabryczną płaskorzeźbą przedstawiającą pożerającego ludzi humanoidalnego jaszczura o paszczy uzbrojonej ostrymi zębami. Zwykle zamknięte, teraz stały szeroko otwarte. Sala tronowa roiła się od wyższych rangą urzędników, których nie kojarzyła. Bliżej górującego na podeście tronu stały pochylone członkinie haremu. Chase, ubrany w granatowe hanfu ze smokami, zajmował odpowiednio szeroki, nowy monarszy fotel inkrustowanym nefrytem, ciemnymi perłami i uczernioną kością słoniową. Wyglądał jak wojownik obojętny na przypisane mu konwenanse: nie skalał się arystokratycznym pudrowaniem swego oblicza ani nie spiął włosów złotymi szpilami. Siedział z gnuśnie przewieszonym przez poręcz ramieniem, nieco wulgarnie, jakby celowo psuł wysmakowaną oprawę i majestat okoliczności. Jego rozsypujące się długie włosy wraz z nieujarzmioną grzywką zdawały się kpić z wytworności wkoło niego. Światło igrało w ustach mężczyzny, posyłając zbliżającemu się smokowi ognia wiadomość, iż złapał go w pułapkę złotej klatki władzy oraz związanego z nią męczącego autorytetu:
„Moja droga, jeszcze nie wiesz, w co cię wpierdoliłem”.
Szambelanie obok trzymali insygnia władzy, czyli wykuty z jadejtu na podobieństwo rozwartej paszczy puchar z Lao Mang Long i dwie cesarskie pieczęcie: większą cesarza, mniejszą cesarzowej. Dokładając starań, by zlekceważyć bolesne skurcze mięśni, padła przed Chase’em na kolana, tak jak wieki przed nią klękały setki pokoleń cesarskich żon, powierzających się swym mężom i wybawicielom. Złożyła mu sześć niskich, a także trzy głębokie pokłony. Nozdrza podrażnił zapach pnących się serpentynami smug płonących kawałków drzewa sandałowego ustawionych w trójnogach z brązu. Young wstał, odebrał mniejszą pieczęć, na co Kimiko podniosła się z klęczek. Ze spuszczonymi oczami śledziła wprawne dłonie Jego Wysokości wkładające w jej drżące symbol władzy. Pieczęć wykuto z bloku bursztynu, a podpisano w języku chińskim: Jej Wysokość Cesarzowa Niebieskooki Smok. Kimiko odruchowo się uśmiechnęła: przejdzie do historii jako dwudniowa cesarzowa Lan Long.
Na dźwięk rogu, który odezwał się w punkcie kulminacyjnym, odpowiedział chórem cały pałac:
– Życzymy cesarzowi dziesięciu tysięcy żyć po dziesięć tysięcy lat! Życzymy cesarzowej tysiąca żyć po tysiąc lat!

***

Świadomość, że uczta ma się ciągnąć parę godzin, skutecznie potęgowała zmęczenie i trudną do przezwyciężenia apatię objawiającą się brakiem apetytu. Zachęty ze strony kocich wojowników wcale nie pomagały. Z niewybredną uprzjmością podtykali pod nos swej pani najlesze kąski i słodycze, a ta z nikłym uśmieszkiem starała się dziobać potrawy jak ptaszek.
Zajmowała zaszczytne miejsce obok swego ukochanego, po obu ich stronach siedziały członkinie haremu, dalej od najwyższych rangą urzędników do tych skromniejszych rozlokowanych po brzegach stołów. Koci wojownicy zgodnie z przypisywaną sobie wewnętrzną hierarchią ustawiali się równolegle do śmiertelnych towarzyszy. Na wprost cesarskiej pary ziała pustka. Bliżej Chase’a ucztował Crove, po stronie Kimiko kotek nazywany „Jebak”. Jak jej wytłumaczono, nikt już nie pamiętał prawdziwego imienia owego mężczyzny z włosami splecionymi w warkoczyki, także on sam. Przechrzścił się na godność bardziej pasującą do jego hobby.
– Szefie, nudno mi, czuję się jak na stypie… – skarżył się Jego Wysokości. – Zaraz wprowadzą bigos i trumnę...
Cesarz nie pozostał obojętny wobec znużenia wiernego kiciusia, wzywając do sali tancerki. Ze złotymi maskami zakrywającymi połowy ich twarzy, w zwiewnych szatach z krepdeszyny i z wachlarzami z malowanego szkła lub długimi, perfumowanymi szarfami, poruszały biodrami w takt muzyki wedle wyćwiczonego układu skupiającego pożądliwe spojrzenia.
– O tak, Wasza Wysokość, tygryski to lubią! – zaaprobował Jebak, klaszcząc w dłonie.
Kimiko obojętnie obserwowała gości, pocieszając się obecnością skrytego pod uginającym się stołem Simby pokornie liżącego odsłoniętą skórę malutkiej stópki. Wodziła półprzytomnym wzrokiem po twarzach, pytając się, czy wśród nich znajdują się spiskowcy?
– Pani moja, budzimy się – zaświergotał Jebak.
Zamrugała powiekami. Żeby pozbyć się łatki oderwanej od świata, chwyciła za puchar z winem z liczi, kosztując go drobnymi łyczkami. Przyjrzała się temu bezpośredniemu wojownikowi. Przepijał wesoło do braci, w przerwach od komentowania wdzięków pląsających zgrabnie tancerek czarował ciemnymi oczyma ciężarną panią Lu, siłą rzeczy wzbraniającą się przed piciem. Obok niej panie Dongji i Fan chichotały skromnie, zachowując dystans między sobą – nałożnicami piątej rangi – a splamionymi brutalnością przedstawicielami Gwardii Cesarskiej. Nie wiedziała czemu, pomyślała o Eme. Nie wyłapała jej z tłumu poddanych składających gratulacje, zbitych w jednolitą masę anonimowych w jej mniemaniu ludzi. Pamięć przywołała również Hisokę. Biedna dama dworu podzielałaby dyskomfort, jaki budziło w soku ognia przebywanie wśród tych ludzi niezdających sobie sprawy z grożącego im niebezpieczeństwa.
Kuchnia pracowała bez wytchnienia; służki uwijały się, jak widma uzupełniając zapasy na srebrnych półmiskach, nie dostrzegane przez ucztujących, oprócz Kimiko. Ona też poruszała się w materii usług, niewidzialna, póki Chase nie odmienił jej losu, wpierw w koszmar, teraz w oniryczną podróż ku wieczności. Zapalono pochodnie. Ich światło usypiało zmęczoną pompatycznymi ceremoniałami młodą cesarzową. Ciężar fryzury dawał się we znaki bolącą szyją. By osłabić nadciągające skutki rozlewającego się w żołądku alkoholu, rzuciła się na jedzenie, przebierając pałeczkami. Niestety wciąż nie potrafiła cieszyć się smakiem potraw: gęś niedopieczona, zupa z rekina zbyt mdła, a warzywa papierowe. Zatrzęsła się od ochoty powrócenia do swego paradnego pałacyku, względnie spokojnej przystani, zamkniętej jednak dla niej na cztery spusty. Simba zdezerterował, nabrawszy śmiałości, uciekł do kocich braci kuszących go półmiskiem z dziczyzną. Poczuła się bardzo źle, osierocona wśród rzeszy oddanych jej sług.
Sług, których planowała zdradzić.
Oto cesarzowa, wzór cnót kobiecych i przykład dla poddanych…
Jakby czytając nastrój Kimiko lekceważący ją do tej pory Chase splótł pod stołem palce ich rąk. Mimo iż na zawsze złączeni, nie wypadało im publicznie okazywać czułości. Tym dyskretnym, ciepłym gestem dodał sił, za co Japonka była mu wdzięczna. A równocześnie ubodła ją własna nikczemność. Dlaczego łzy zbierały w jej oczach, lada chwila gotowe wytrysnąć? Nie powinna się tu mazać, ponieważ ściągnie na siebie kpiące uwagi, narazi zaś Chase’a na śmieszność.
– Szefie, nasza pani jest chyba śpiąca. – Uwaga Jebaka zajaśniała rozgoryczonej Kimiko jako zwiastun katastrofy. – Czas ułożyć ją lulu – zarechotał w dwuznaczny sposób.
W ślad za jego głosem dołączyło sporo innych kotków, a także nałożnic ośmielonych winem. Dotknął Kimiko niepokój. Światła wirowały wokół, zapachy jadła mieszały się ze sprośnymi uśmieszkami. Treść pokarmowa chciała wydostać się z żołądka.
– Tak, tak – perorował wojownik, niby erudyta wymachując palcem. – Jak to się u nas mówi: jeśli kobieta boi się dupczenia publicznego, trzeba iść na ustępstwo i wydupczyć prywatnie!
Policzki zapiekły Kimiko. Chciała krzyczeć: „zamilcz!”, lecz wszelki dźwięk ugrzązł jej w gardle. Czemu uderzyło ją wrażenie, iż niewolnik nawiązuje do dawnych, brudnych zabaw, których niewątpliwie był świadkiem?
On wiedział, oni wszyscy wiedzieli.
Odtrąciła rękę Chase’a, dygocząc. Śmiechy osaczyły ją jak charty myśliwego, ujadaniem odrywając kawałki jej wytwornego ubrania, przedzierając się do duszy. Widziała siebie nagą i zbrukaną, z krwią spływającą po udach, z twarzą paskudnie wykrzywioną orgazmem. Leżała w wyuzdanej pozycji, w dusznym pomieszczeniu mrowiącym się od, kształtem przypominających waginę, szpar w ścianach oraz w suficie i podłodze, z których wyglądały złośliwe oczy żądne niemoralnych widoków. Docierały do uszu upokarzające słówka obnażające przed dworem sekrety jej relacji z Chase’em:
– Stawiam kuwetę, że tej nocy pani powierzy dziewictwo szefowi, coby poetycko zabrzmieć!
Cisza zawisła na parę sekund nad stołem cesarskiej pary, a wtem wyrwało się pani Fan:
– Jej Wysokość… jest dziewicą? – zapiszczała niedowierzająco. – Skandal…!
Rozum Kimiko nie rejestrował już niczego poza pojedynczymi chichotami, Crovem spuszczającym manto gadatliwemu towarzyszowi, piskiem kobiet, szczękiem tłuczonej porcelany. Chase pociągnął ją stanowczo za nadgarstek i w zamieszaniu wyszli z sali, a w korytarzu za nimi odbijało się jeszcze echo głosu szambelana informującego, iż cesarz i cesarzowa udali się na spoczynek.

***
 
Wprawione palce z wyszlifowaną metodyką uwalniały fryzurę cesarzowej spod jarzma drogocennych spinek. Uciążliwy ciężar na karku malał wprost proporcjonalnie do strachów pustoszących serce. Naprzeciw niej, w cieniu za draperią siedział cesarz dawno już przebrany i gotowy do snu. Mokre ręczniki służących zmyły makijaż z twarzy Japonki, odkrywając niezdrową bladość jej cery. W przytłaczającej obecności Chase’a służące lękały się słowem dodać pani otuchy, bo mimo że nie rozumiały, dlaczego pochlipuję ona pod nosem, intuicyjnie współczuły. Kiedy pogniecione włosy dziewczyny rozsypały się po jej plecach, Lotos poprosiła, by podniosła się z fotela, lecz ona tylko pokręciła głową. Buteleczka z trucizną wciąż okręcała się wkoło szyi, pod materiałami hanfu. Kobiety stanowczo podniosły cesarzową Lan Long, wiedząc, iż pan niecierpliwi się, aż skończą. Nie zdążyły zedrzeć z niej pierwszej warstwy, gdyż przeszkodził im wrzask:
– Nie!
Lotos dostrzegła w oczach pani szaleństwo lub raczej niemą prośbę.
– Ja się tym zajmę – oznajmił Jego Wysokość, wstając z wymalowanego ciemnością kąta.
Pokojówki oddały im obojgu pokłon i wyszły pośpiesznie ze spuszczonymi głowami.
Chase poszedł do Kimiko, ujął za ręce i pociągnął w stronę łoża z kości słoniowej. Ich sypialnie leżały w środkowej części cesarskiego skrzydła, scalając ze sobą oddzielne komnaty. Jaskrawe światło tysiąca świec zapachowych uwydatniało srebrne aplikacje na akwamarynowych baldachimach: bażanty i owoce granatu – symbole płodności.
– Czemu płaczesz?
Potrząsnęła ramionami, dygocząc na myśl o fiolce mrożącej skórę klatki piersiowej.
– Tak sobie.
Żenował ją łamliwy głos dowodzący o słabości. A przecież w ostatnich tygodniach promieniowała flegmatyczną radością.
– Yhymm, jak zawsze.
Popatrzyła na niego z wyrzutem, dziwiąc się brakiem domyślności z jego strony.
– Pozwoliłeś, żeby dowiedzieli się wszystkiego! Że nigdy nie doszło między nami do niczego!
– Zależy, co przyjmujesz pod frazą: dojść do czegoś – pokpiwał, zamaszystym ruchem przygarniając ją do siebie. – Cesarzowo, tym się przejmujesz? Umniejsza w jakimś stopniu twój honor? Raczyłaś mnie wykładami o szkodliwości seksu, więc dlaczego boli cię opinia prostaków?
Zaczerwieniła się, przeklinając swą niekonsekwencję.
– Po prostu… – broniła się rozpaczliwie – śmiali się ze mnie…
Przytulił ją, składając pocieszny pocałunek na czole.
– A kim oni są? Ordynusami uwięzionymi w klatkach rozwiązłej rutyny, ślepymi na cokolwiek innego poza własną płodnością. Nimi się martwisz?
Jedną rękę zacisnęła kurczowo na fałdzie skrywającej truciznę, drugą na jego kolanie. Oblizała spierzchnięte wargi.
– Nie tylko, bo widzisz… – wahała się. – Poniża mnie również tradycja i etykieta!
Nie odważyła się podnieść oczu, by ujrzeć na jego obliczu konsternację.
– P o n i ż a? – zaśmiał się. – Zgadywałbym, że nudzi, ale poniża?
Przycisnęła twarz do jego torsu, twardego jak ciosany kamień.
– Ponieważ… roją sobie teraz duchy przodków raczą wiedzieć co! Że poszliśmy się seksić, bo tak wymaga rytuał i już. Nikt nie weźmie pod uwagę, czy mamy na to siły i ochotę. Tradycji ma się stać zadość, kropka. Obrzydlistwo! Nie mam zamiaru postępować w podobny sposób, dostosować się do tak sztywnych, narzuconych z góry wymogów zwłaszcza w sprawach intymnych. Nie życzę sobie, aby moja prywatność była wszem i wobec wiadoma. Koronacja nie jest powodem, by się oddawać!
– O, czyżby? A co według ciebie nim jest? – zabrzmiał ostro. – Nie odzywasz się zbyt zuchwale?
Skuliła się z obawy, czy zaraz nie popchnie ją na poduszki.
– Przepraszam, nie chciałam cię urazić… – poprawiła się, zaciskając powieki.
Policzyła do dziesięciu, żadnej reakcji. Odkleiła się od Younga, najpierw zerkając na jego szyję, potem usta, wreszcie nos i nieprzeniknione spojrzenie oczu. Wstrzymała oddech, a on tylko uśmiechnął się uszczypliwie.
– Żartuję, mój smoczku – wyszeptał pojednawczo. – Poza tym nie wiesz, co mówisz. Prawa i tradycje są potrzebne, ale nie po to, by je łamać, lecz żeby dbać o porządek. Wyobraź sobie: jedna duszyczka wyłamuje się spod zasad. Wzbudza zgorszenie wśród otoczenia! Z czasem wątpliwości, zazdrość i pretensje: skoro ona mogła, czemu nie ja? Tak upadają morale. Ludzie żądają więcej, ich apetyt rośnie. Rodzą się bunty, niszczeją cesarstwa. Po drugie i co odnosi się do nas albo raczej do ciebie… – Ujął bladą twarzyczkę nieufnie się w niego wpatrującą. – Zasady są dobre, ponieważ porządkują życie, pozwalają je kontrolować.
Jego głos zmienił się w szept, a mimo to z całą przenikliwością uderzył w bramy rozdygotanego serca Kimiko.
– Zatem bądź pewna, że nie sprowokuję cię do niczego, jeśli od tego ucierpiałaby twoja wrażliwość. Nie splamię twej… napoczętej cnoty… jeżeli przedtem ty sama głośno nie wyrazisz zdecydowanej, dojrzałej i świadomej zgody. Przestało mnie bawić unieszczęśliwianie cię. Tak jak mówiłaś, nie należymy do świata prostaków, tylko wojowników, toteż nie będą nami rządzić pierwsze lepsze podrygi emocji. Wiem, jaka jesteś. Czułabyś się skrzywdzona i miałabyś mi za złe, gdybym wykorzystał okazję, twoje rozproszenie. Za uśmiechem chowałabyś urazę, a ona zabijałaby cię powoli, nawet latami. Rozkładałabyś się wewnętrznie ze strachu, czy tych kilka sekund nieuwagi zaprzepaściło to, co udało nam się zbudować. Wyrzucałabyś sobie, że okazałaś się łatwa, czyż nie? Na tym polega twój problem. Dlatego boisz się seksu.
„Tak, dlatego”, ustąpiła, zdruzgotana jego przemową.
Gdyby nie fakt, iż ich przeznaczenie przypieczętowano w podziemiach, istotnie mogłaby rozciągnąć swój strach na szerszą perspektywę, taką jaką zaproponował Chase. Jednakże ona planowała frymarczyć swym ciałem, żeby pogrzebać ich wspólną przyszłość.
– Tak łatwo mnie rozgryzłeś – wychrypiała słabo. „Ile w tobie pobłażania…”
Przechwycił jej usta, gdy zbliżyła się do jego twarzy.
– Jakże cesarz miałby nie rozumieć problemów swojej cesarzowej? – zadał mgliste pytanie, przerywając pocałunek. – Stój ponad konwenanse, jeżeli cię to uszczęśliwi. Nic cię nie zobowiązuje, poza dochowaniem mi wierności. Dobranoc.
Posadził Kimiko na łóżku, zginając grzecznie kark. Odwzajemniła mu się głębokim skłonem, wciąż oszołomiona. Trzepocząc hanfu przeciął sypialnie, obierając drogę ku wschodnim komnatom. Wzrokiem odprowadzała jego oddalającą się sylwetkę, dopóki nie znikł za drzwiami, kroki cichły, najgorsza noc życia rozwijała skrzydła mroku. Łzy zwątpienia swobodnie skapywały na pościel, kiedy sunęła po niej zimnymi dłońmi. Palce natrafiały na płatki irysów, piwonii i fiołków. Zdjęła ciężar fiolki z szyi. Patrzyła na nią ze wstrętem. Obracając ją w palcach, pogrążyła się w posępnych myślach.
„Niesamowite, parę miesięcy temu niszczyła mnie walka dwubiegunowych uczuć: zachowania lojalności wobec niego, a chęcią uwolnienia się. Tak wiele się zmieniło. Ale nie moje przeznaczenie. Cokolwiek postanowię, przegram”.
Ukryła truciznę w szczelinie między materacem a wezgłowiem z intarsją z wirującymi w obłokach smokiem i feniksem. Podźwignęła się z łoża, oplotła ramionami i westchnęła. Po raz kolejny dusiło ją osamotnienie.
„A gdybym tak… nie, to głupie!”
Za późno na zdradzenie buntowników. Wszystko stracone.
Bezszelestnie, niczym widmo, wtopiła się z cieniami panującymi w pomieszczeniu i przeszła przez drzwi zachodnie prowadzące do jej komnaty. Lotos i reszta pokojówek zwerbowanych z paradnego pałacyku przygotowały dziewczynie posłanie w razie nieoczekiwanych wypadków. Simba przywitał panią, zeskakując z miniaturowego tronu. Wysupłała się z warstw odzieży, nie kłopocząc się z odłożeniem jej na inne miejsce niż zostawienie na podłodze. Boso zmierzała do łóżka, ślepa na piękno i przepych cesarskich pokoi. Nic ją nie obchodziło.
Zwinęła się w kłębek, przytulając do cieplutkiego ciała pupila. Zastanawiała się, czy w istocie nie powinna oddać się cesarzowi. Dziś. W gruncie rzeczy oboje pragnęli zjednoczenia myśli, serc i ciał. Ponadto gorejący płomień lęków w teorii powinien skutecznie zgasić niezaprzeczalny fakt: związali się węzłem honoru oraz władzą. Inaczej niż w przypadku kaprysu uczuć Chase obdarzył Kimiko łaskami, dzięki którym nie musiała bać się odrzucenia po rozpłynięciu się oparów ekstazy, po ustaniu melodii miłosnego podboju milknącej zgodnie z prawdą, iż miłość trwa, póki istnieje opór. Nie porzuciłby jej zatem ot tak, zakładając, że żyłby jeszcze na tyle długo, by mieć ku temu okazję. Poza tym czułą potrzebę mu się odwdzięczyć, wynagrodzić, wyprawić ku Żółtym Źródłom nasyconego jej ciałem. Jednak nie potrafiła się przełamać. Naprowadziła rękę między uda, napotykając kłopotliwą suchość. Ta podła szpara, niegdyś krynica soków rozpłodowej żywiołowości, przemieniła się w jałową i bezużyteczną studnie, głuchą na czynniki z zewnątrz. Pytała samą siebie, gdzie się podziała dawna namiętność, ten cholerny popęd? Ceną za miłość okazała się niemożność współżycia; jeden stan wykluczał drugi. Czuła wobec siebie ogromny żal, ckliwą litość. W takiej rozterce nie może przekroczyć progu sypialni Chase’a. Kwiat wysechł na zawsze, nim zdążył na dobre odchylić płatki przed pierwszymi kroplami pieszczącego deszczu.
Balansując na granicy snu a jawy, wyszeptała Simbie do ucha:
– Jestem podłą, wyrachowaną suką, kotku, ale byłoby łatwiej, gdyby moi przyjaciele nigdy nie zawiązali spisku i umarli w tych lochach…!
Córka Niebios, jakiej imię z ponurą czcią rozgłaszały języki mieszkańców planety, zasypiała, funkcjonując obecnie niczym marionetka w skomplikowanej konfiguracji trzech wymiarów. Jako onieśmielona cesarzowa zobowiązana przed poddanymi do jasno zdefiniowanej ogłady. Jako poraniona kobieta nie umiejąca otworzyć się na łaski ukochanego. I jako odizolowana od współspiskowców, do końca pozostająca w zagubieniu, zdrajczyni. 

* Stephen King, Ręka mistrza
** Graham Masterton, „Zemsta Manitou





Pierwszy gif to tak troszkę ku mojej własnej przyjemności, plus mini żarcik. Bo ten, nie włożyłabym happy Kimi z upitym Laośką Chase'em do łózia w nockę po koronacji. To by było naiwne, głupie i pisarsko nieetyczne. xD
Przeczuwałam, że na trzecim roku będę najbardziej płodna w rozdziały. To paskudna zmowa weny na Chamiko, braku czasu na życie oraz niechęci do pisania pracy licencjackiej.

38 komentarzy:

  1. Przeczytałam, wytrwałam do końca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zasłużyłaś na naklejkę Dzielny Czytelnik. :D

      Usuń
    2. Pospiesz sie lepiej z pisanien rozdziałów, bo zara semestr się kończy :q

      Usuń
    3. Oj tam, jak przedłużę sobie sesje, to semestr też będzie trwał dla mnie dłużej. :D

      Usuń
  2. A tak liczyłam, że Kimiko powie o wszystkim Chase'owi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic straconego, ma jeszcze cały jeden dzień. :D

      Usuń
  3. czy to źle, że czekam na dzeń śmierci Chase'a? robi się coraz ciekawiej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zależy, czy faktycznie życzysz mu tej śmierci. XD

      Usuń
  4. Witam, pierwszy raz komentuję, bo poczułam, że w końcu muszę to zrobić. Twojego bloga znalazłam na wspólnymi siłami. Sama kiedyś byłam fanką Xiaolin i czytałam blogi o tej tematyce. Najczęściej to była tematyka Raikim co osobiście nie przypadło mi do gustu. Gdy zaczęłam czytać ocenę nie sądziłam, że spotkam się z czymś takim jak Chamiko. O dziwo wciągnęło mnie to. Bardzo fajna historia. O ile na początku faktycznie główna bohaterka była irytująca, to teraz rozumiem dlaczego tak to zostało stworzone. Podoba mi się ta przemiana Kimiko.
    Czasami zdania musiałam czytać trzy razy, żeby zrozumieć ich sens, ale tym się nie przejmuj. Dodam jeszcze, że nie zgadzam się z oceną bloga czyli "słabym", bo czytając inne blogi, według mnie na gorszym poziomie oceny były lepsze. Twój styl nie jest typowo blogowy, ale dojrzalszy od innych.
    Liczę na to, że dojdzie do buntu, bo będzie to najlepsze zakończenie historii. No i fajnie, że jednak Kimiko i Chase nie skończyli w jednym łóżku. Ogromny plus za to.
    Pozdrawiam i życzę owocnej pracy nad opowiadaniem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oceniająca z ws chyba nie spodziewała się, że ściągnie mi czytelnika. <3 Cieszę się, że ludzie sami mogą się przekonać, czy ta ocenka oddawała rzeczywistość, czy nie. :D
      Sraikimowe opowiadania były bardzo, bardzo słabe i nadal takie są, nie tylko przez wzgląd na ten dyskwalifikujące je już na wstępie paring. Cieszę się, że tak odbierasz Kimiko, a najbardziej jara mnie fakt... że co czytelnik, inna opinia. xD Jak czytam komentarze dochodzę do wniosku, że opowiadaniem, zamiast łączyć, podzieliłam i poczytuję to sobie jako coś okej. :D
      Bardzo dziękuję. :D
      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Spodziewałam się, bo przecież istnieje święta zasada „nie ważne, co o nas mówią, a ważne, by w ogóle mówili”.

      Usuń
    3. Cześć, Skoia, co tu robisz? <3

      Przytoczona zasada trochę nie pasuje do sensu rozmowy, nam nadzieję, że zdajesz sobie z tego sprawę. ;D

      Usuń
    4. Cześć. A tak sobie przyszłam.
      Niby czemu nie? Idealnie odzwierciedla to, że na blogi, o których jest głośno, jest popyt.

      Usuń
    5. Jeżeli mogę coś doradzić – spróbuj następnym razem zastosować większą interlinię w poście (odstępy między linijkami) oraz może zmień czcionkę na jakąś bezszeryfową? Warto ustawić to w Wordzie i wkleić (albo na dokumentach Google). Naprawdę ciężko czytać w obecnym stanie.

      Usuń
    6. Jak miło, wpadaj częściej. ;D

      Jeżeli brać pod uwagę fakt, że zrobiłaś mi (huehue) reklamę, to owszem, zasada by się zgadzała.
      Ale Molly została czytelniczką dla paringu i opowiadania jako takiego. Nie dlatego, że węszy sensacji, skandali, upadku bloga i tak dalej.
      Niech sobie zatem będzie głośno, nie zależy mi. Blog to dla mnie hobby, nie karta przetargowa do internetowej sławy. Tak więc powiedzonko coś średnio pasuje. ;D

      Piszę w Wordzie, Libre, OpenOffice, Google i wierz mi, formatowanie chrzani mi się w każdym programie. Nawet klawisz tab nie działa mi na bloggerze i muszę grzebać w html i najczęsciej ręcznie wstawiać kod. ;C

      Usuń
    7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    8. Molly napisała:
      „Twojego bloga znalazłam na wspólnymi siłami”. I nic więcej w temacie samej oceny. A Ty odpowiedziałaś:
      „oceniająca z ws chyba nie spodziewała się, że ściągnie mi czytelnika. <3”.

      Więc nie widzę niezgodności. Lubienie tematyki nie ma nic do rzeczy, raczej chodzi o fakt, że w sumie powstała ocenka. Nawet nie ważna jaka, po prostu wisi w sieci.


      To może zmień czcionkę na blogu i tam powiększ interlinię? Sama nie bardzo znam się na kodowaniu, więc się nie będę mędrkować, ale teraz to naprawdę ból dla oczu, ta mała, ściśnięta Georgia – jak ktoś będzie chciał kilka rozdziałów jeden za drugim ogarnąć. Ewentualnie jeszcze czytelnik jeszcze może sobie kopiować do Worda, ale to trochę nieteges wyjście, jeśli już ma się bloga.

      Usuń
    9. Wtrącasz swoje trzy grosze, robiąc niepotrzebny zamęt, właściwie offtop.
      Albo trollujesz, albo nadal masz problemy z rozumieniem tekstu i wyłapywaniem intencji w wypowiedziach innych.
      Odpisałam Molly, że chyba nie spodziewałaś się, że ściągniesz mi czytelnika, prawdziwego czytelnika. To co wisi na ws to nie tylko hiperłącze, ale jednak opis bloga, na podstawie którego człowiek może sobie wyrobić określoną opinię. I zaznaczyłam, że cieszę się, że jak ktoś chce, może sam dojść do wniosku, czy ocena oddawała rzeczywistość, czy nie. I tyle. Ty natomiast w pierwszym komentarzu wyjeżdżasz z tekstem sugerującym, że w sumie nieważne, co gdzie pisze - grunt, że jest głośno, bo kiedyś tam wybuchła między nami aferka, więc statystyka bloga rośnie. Nazwijcie mnie nadwrażliwą, ale kurde tekst z dupy tak bardzo, że totalnie nie chce mi się wierzyć, że tego nie dostrzegasz. ;D A teraz zasłaniasz się tekstem "Nawet nie ważna jaka, po prostu wisi w sieci." To w końcu do czego zmierzasz? Czemu miał służyć pierwszy komentarz? Bo wynikało z niego, że właśnie liczy się treść tego, co mi bloga "reklamuje". Ewentualnie nasze rozmowy pod nią. xD

      Na 4 różnych komputerach czcionka jest... normalna. Czasem siadają mi akapity, ale wszystko jest wyraźnie, jak na każdym innym blogu (no, w większości), czyli standardowo. Jeśli ktoś nie widzi, crtl + i po problemie. :D

      Usuń
    10. PS:
      Doczytaj sobie dalszą część jej komentarza, bo po Twoim:

      Molly napisała:
      „Twojego bloga znalazłam na wspólnymi siłami”. I nic więcej w temacie samej oceny.


      odnoszę wrażenie, że nie wiesz, o co się rozchodzi.
      Komentarz Molly:

      Dodam jeszcze, że nie zgadzam się z oceną bloga czyli "słabym", bo czytając inne blogi, według mnie na gorszym poziomie oceny były lepsze.

      Jak widzisz, dodała jeszcze coś w temacie samej oceny. Jak się chcesz udzielać gdziekolwiek, plizzz, upewnij się najpierw, że wiesz, o czym ludzie piszą. :3

      Usuń
    11. OMG, Raylie, Litości... Nie chodziło mi o opinię oceny, tylko o to, że jednak ją znalazła i tyle było w temacie. Że się pojawiła, a jej merytoryka najwyraźniej nie ma znaczenia. Rety, z resztą w ogóle o co jazda? Czy ja się o coś pluję? Przyszłam z wizytacją powiedzieć, że beznadziejnie się czyta taką czcionkę. Bez obaw, nie zabijam ci blożka.

      http://oi64.tinypic.com/33lihb8.jpg – sądzisz, że po dwudziestu rozdziałach czytania z taką ściśniętą interlinią komuś nie odpadną oczy?

      Usuń
    12. Pozwolę sobie wtrącić, że po przeczytaniu co najmniej dwudziestu rozdziałów z rzędu, każdemu odpadają oczy od jakiejkolwiek czcionki.//J.

      Usuń
    13. Także nie ma w tym winy Raylie. Czytam sporo blogów, każdy ma różne czcionki i po przeczytaniu kilku(nastu) rozdziałów z rzędu, po nawet najlepszej czcionce "odpadają oczy".
      Ach, jeszcze tylko dodam, że jestem grafikiem. //J.

      Usuń
    14. Wyobraź sobie, że font bezszeryfowy i większa interlinia oddają większy komfort, grafiku. Na co dzień ludzie mierzą się z większą ilością tekstu, więc ułatwianie im odbioru nie jest złem wcielonym. Sądzisz, że od czego są wymogi wydawnicze w czasie wysyłania produkcji? W żadnym nie spotkałam się z Georgią przy interlinii 1,0. To zwyczajnie niezdrowe dla oczu. Można się spierać, że samo przesiadywanie tu czy gdziekolwiek indziej w blogosferze też jest niezdrowe, ale chyba nie o to chodzi w temacie, nie sądzisz?

      Usuń
    15. Jednak wróciłaś. <3 Tak długo czekałam.

      Nie chodziło mi o opinię oceny, tylko o to, że jednak ją znalazła i tyle było w temacie. Że się pojawiła, a jej merytoryka najwyraźniej nie ma znaczenia → O, błagam. Nie próbuj z tej sytuacji wybrnąć, bo bardziej się zapętlasz.

      Twój pierwszy komentarz:

      Spodziewałam się, bo przecież istnieje święta zasada „nie ważne, co o nas mówią, a ważne, by w ogóle mówili”

      Kolejny:

      Idealnie odzwierciedla to, że na blogi, o których jest głośno, jest popyt.

      Chcesz mi wmówić, że w żadnym razie nie nawiązałaś do treści oceny czy też tego, co z niej potem wynikło? ;>

      Jeżeli faktycznie nie miałaś takiego zamiaru, to proszę, naucz się wreszcie formułować swoje myśli w klarowny sposób, bez podchodów czy niedopowiedzeń. Jako oceniająca z długoletnim stażem powinnaś to już dawno wypracować. I powinnaś wiedzieć, kiedy już sobie iść. ;>

      Rety, z resztą w ogóle o co jazda? Czy ja się o coś pluję? → Ja tam nie wnikam w Twoje intencje. Ale wiem, że lubisz sobie dopowiadać. Nie doczytałaś do końca komentarza Molly i stąd zamieszanie. Kreowanie rzeczywistości w oparciu o szczątkowe informacje, cała Ty. <3

      Przyszłam z wizytacją powiedzieć, że beznadziejnie się czyta taką czcionkę → Jak rozumiem, każdego tak odwiedzasz i sprawdzasz mu czcionkę? ;D

      Skoro tak się rzucasz o czcionkę bardzo proszę, specjalnie dla Ciebie świeżutki screen. Musisz mi wybaczyć, ale jak na razie mogę zrobić tylko jeden.

      http://pokazywarka.pl/izzc6w/

      Zresztą kurcze to chyba jasne, że czcionka zależy od ustawień w systemie, innej rozdzielczości, przeglądarki itp. U każdego jest inaczej. Mam publikować posty z odnośnikami do plików pdf, żeby każdemu pasowało? xD

      Bez obaw, nie zabijam ci blożka. → Jeżeli przez zabijanie blożka rozumiesz nabijanie spam komci to niestety zabijasz.

      Cóż, w każdym razie to niewiarygodne, ale drugi raz występuje między nami rozdźwięk informacyjny. Ciekawe czemu. ;>

      Usuń
    16. Skoiastel, dokładnie wiem, o czym mówisz. Nie przeczę, że inna czcionka poprawia komfort czytania, zgadzam się z większą interlinią, ale to nie powód by od razu tak się czepiać. Każda czcionka zmęczy oczy po "dużym" czytaniu.

      Usuń
    17. Skoia ma problem, bo jest skończona w blogosferze, nikt nie postrzega jej dłużej jako autorytet, więc musi włazić na blogi, o których było choć troszkę głośno, żeby próbować od nowa zbudować swój wizerunek osoby, która się zna na wszystkim i o wszystkim wie. xP Rude to i wredne - dla mnie ona po prostu szuka sensacji, próbuje prowokować i wszczynać aferki. Na twoim miejscu uważałabym, Raylie. Skoia nie bez powodu odpowiada ci późno. Ona długo analizuje, jak tu obrócić każdą sprawę przeciwko tobie pod pretekstem, że swoim przypierdalaniem chce "pomóc".

      Usuń
    18. Toś dowalił, Anonim. Ona takiego komentarza bez echa nie przepuści. ;D

      ALE, jak pisałam, nie wnikam w przyświecające Skoi intencje w udzielaniu się tu. Ani jaką wyrobiła sobie reputację.

      I proszę, święta idą, dzyń-dzyń, żadnych gównoburz! D;

      Usuń
  5. Kiedyś byłam anty wobec tego bloga ale kolejny rozdział jak najbardziej na plus :)
    Gratuluję przemiany Kimiko. Gratuluję pomysłów i orientalnego przepychu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Sorry, ale Jebak wygrał ten rozdział xD Rozśmieszyło mnie to. Nie to ma to jak przechrzcić się na swoje hobby xDD
    W sumie jutro jest ten cały zamach, a dziś Kimi powiedziała, że nie chce się z kim kochać. Ciekawe jak on to odbierze kiedy następnego dnia powie "dzisiaj jestem gotowa". :D
    Współczuje Kimiko tego upokorzenia, bo jak nic słowa kiciusiów mialy aluzje. I tutaj pokazały, a przynajmniej ja tak odebrałam, że Kimiko nigdy nie będzie miała takiej władzy jak Chase.
    finiszujemy :3 czuję że następny rozdział będzie bardzo emocjonujący xD
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie? Od razu wiadomo, czym się para taki delikwent. xD
      Podejrzewam, że będzie przeszczęśliwy. xD

      Pozdrawiam :D

      Usuń
  7. Mam pytanko, z jakiego filmu/serialu są te gify i obrazki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chase jest z dramy Princess of Lanling king, a Kimiko z Empress of China.
      Polecam! <3

      Usuń
  8. Widzę, że zmieniłaś datę publikacji następnego rozdziału. Oraz że rozdział ma być długi. Cokolwiek planujesz, mam jedną prośbę. Nie pisz już żadnych ero scen.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niecodzienna to prośba, zwłaszcza że co niektórzy prorokują, że zwyczajnie nie ma na nie szans ani okazji. ;D
      Ano, ma być długi. C:

      Usuń
  9. Smok i feniks...Kimiko jest smokiem ognia, Chase jest feniksem.
    Feniks spłonie przez płomienie i z popiołów odrodzi się na nowo.
    Feniks nie odrodzi się bez ognia. Bez smoka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Interesująca dedukcja. :D

      Usuń
    2. Właściwie feniks już ginie. Przez płomienie.
      Lecz czy odrodzi się ponownie?

      Usuń

Obserwatorzy

Prawa autorskie

Wszelkie zamieszczone na stronie teksty stanowią wyłączną własność ich autorki – Raylie. Kopiowanie, zmienianie i rozpowszechnianie tekstów w innych celach niż użytek własny jest zabronione i podlega karze zgodnie z: Dz. U. Nr 24, poz 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.